{"id":2286,"date":"2014-06-12T00:19:54","date_gmt":"2014-06-12T00:19:54","guid":{"rendered":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/?p=2286"},"modified":"2014-03-10T17:22:06","modified_gmt":"2014-03-10T17:22:06","slug":"maciej-piekarski-tak-zapamietalem-cz-20","status":"publish","type":"post","link":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/?p=2286","title":{"rendered":"Maciej Piekarski &#8211; &#8222;Tak zapami\u0119ta\u0142em&#8221; cz. 20"},"content":{"rendered":"<p>Czas na kolejn\u0105 cz\u0119\u015b\u0107 wspomnie\u0144 mojego Taty&#8230;<\/p>\n<p><a href=\"http:\/\/piekarscy.com.pl\/wp-content\/uploads\/2014\/02\/tak-zapamietalem.jpg\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\"aligncenter size-medium wp-image-1481\" alt=\"tak zapamietalem\" src=\"http:\/\/piekarscy.com.pl\/wp-content\/uploads\/2014\/02\/tak-zapamietalem-193x300.jpg\" width=\"193\" height=\"300\" srcset=\"http:\/\/piekarscy.com.pl\/wp-content\/uploads\/2014\/02\/tak-zapamietalem-193x300.jpg 193w, http:\/\/piekarscy.com.pl\/wp-content\/uploads\/2014\/02\/tak-zapamietalem.jpg 322w\" sizes=\"auto, (max-width: 193px) 100vw, 193px\" \/><\/a><\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p><em>Na pierwszy rzut oka nasz blok i Sadyba by\u0142y ogo\u0142ocone z m\u0142odych ludzi. Powstanie ich wymiot\u0142o i wci\u0105gn\u0119\u0142o w sw\u00f3j wir. Wszyscy b\u0105d\u017a walczyli w \u015ar\u00f3dmie\u015bciu, b\u0105d\u017a przebywali gdzie\u015b na zakonspirowanych kwaterach. Do tych, kt\u00f3rzy pozostali, nale\u017ca\u0142 mi\u0119dzy innymi jeden z najserdeczniejszych przyjaci\u00f3\u0142 Antka, Janio Boczar. Nie wiedzia\u0142em o tym, \u017ce zosta\u0142. My\u015bla\u0142em, \u017ce walczy razem z Antkiem w \u015ar\u00f3dmie\u015bciu, tote\u017c gdy go zobaczy\u0142em kt\u00f3rego\u015b dnia na klatce schodowej, by\u0142em bardzo zdziwiony. Jak mi opowiada\u0142 Janio, spotka\u0142 Antka 1 sierpnia w po\u0142udnie na przystanku tramwajowym na Sadybie, przed odjazdem na koncentracj\u0119. Antek namawia\u0142 Jania, \u017ceby szli razem, i zaofiarowywa\u0142 mu nawet jeden z dw\u00f3ch pistolet\u00f3w, kt\u00f3re mia\u0142 ze sob\u0105. Zdziwi\u0142em si\u0119, bo przecie\u017c Antek wychodzi\u0142 z domu bez broni, wi\u0119c te dwa pistolety musia\u0142 wyfasowa\u0107 gdzie\u015b po drodze z mieszkania na przystanek. Nie wiem, sk\u0105d je mia\u0142, i chyba na zawsze pozostanie to dla mnie nie wyja\u015bnione.<\/em><\/p>\n<p><em>Janio nie poszed\u0142 z Antkiem, poniewa\u017c terenem dzia\u0142a\u0144 jego jednostki by\u0142a Sadyba. Jak si\u0119 potem okaza\u0142o, spo\u015br\u00f3d wielu koleg\u00f3w i r\u00f3wie\u015bnik\u00f3w Antka pozostawa\u0142o ich jeszcze kilku na Sadybie i p\u00f3\u017aniej niekt\u00f3rzy pozostali tu, niestety, na zawsze. Tymczasem ca\u0142e \u017cycie bloku, rodzinne, towarzyskie i s\u0105siedzkie, skupi\u0142o si\u0119 w piwnicach. W\u0142a\u015bciwie nale\u017ca\u0142oby powiedzie\u0107 \u2014 \u017cycie rodzinne, bo wszyscy \u017cyli jak jedna wielka rodzina: ka\u017cdy dzieli\u0142 si\u0119 z drugim, czym mia\u0142, jeden drugiemu pomaga\u0142, jeden drugiego pociesza\u0142.<\/em><\/p>\n<p><em>Punkt sanitarny urz\u0105dzony w piwnicy pod numerem 7, w pralni, mia\u0142 ju\u017c jednego rannego. By\u0142 nim wysoki, mo\u017ce dwudziestoletni Janusz, kt\u00f3ry zosta\u0142 ranny podczas ataku na koszary SS na S\u0142u\u017cewcu czy Ochocie. Pokaleczone mia\u0142 ca\u0142e nogi od drut\u00f3w kolczastych, a na lewej \u0142opatce ran\u0119 od od\u0142amka. Biedak, nie mia\u0142 szcz\u0119\u015bcia. Po wyleczeniu poszed\u0142 do akcji i po dw\u00f3ch dniach znowu go przynie\u015bli z poharatanymi nogami \u2014 dosta\u0142 seri\u0119 z pistoletu maszynowego<a title=\"\" href=\"file:\/\/\/D:\/MKP\/literat\/taty\/TAK%20ZAPAMI%C4%98TA%C5%81EM.doc#_ftn1\">[1]<\/a>.<\/em><\/p>\n<p><em>Kt\u00f3rego\u015b dnia, bodaj\u017ce 11 sierpnia, pod wiecz\u00f3r na forcie co\u015b si\u0119 zacz\u0119\u0142o dzia\u0107. Zrobi\u0142 si\u0119 jaki\u015b ruch. Zajecha\u0142y samochody. Wszyscy wi\u0119c obserwowali fort \u2014 najpierw z ciekawo\u015bci\u0105, a potem z obaw\u0105, czy Niemcy nie zechc\u0105 nas wymordowa\u0107. Nie podziela\u0142em tych obaw. Trudno mi by\u0142o wyobrazi\u0107 sobie jako morderc\u00f3w tych starych poczciwc\u00f3w, z kt\u00f3rych w wi\u0119kszo\u015bci sk\u0142ada\u0142a si\u0119 za\u0142oga fortu, a kt\u00f3rzy nieraz zachodzili do nas, do bloku, po wod\u0119.<\/em><\/p>\n<p><em>Rano sprawa wieczornego rozgardiaszu wyja\u015bni\u0142a si\u0119. Po prostu Niemcy zwiali. Fort by\u0142 wolny. Na jego szczycie b\u0142yszcza\u0142 he\u0142m stra\u017caka, kt\u00f3ry teraz pe\u0142ni\u0142 tam s\u0142u\u017cb\u0119. Wszyscy cz\u0142onkowie Stra\u017cy Ogniowej z Sadyby siedzieli po uszy w konspiracji, a poniewa\u017c Stra\u017c Ogniowa by\u0142a organizacj\u0105 jawn\u0105, uznawan\u0105 przez Niemc\u00f3w, wi\u0119c \u2014jak mi powiedzia\u0142 ojciec \u2014 na razie pozory legalno\u015bci s\u0142u\u017cby stra\u017cak\u00f3w na forcie na wszelki wypadek zosta\u0142y zachowane. Powsta\u0144cy czekali dalej rozkaz\u00f3w, rozlokowani na kwaterach. Jeszcze si\u0119 nie dekonspirowali. Tylko tu i \u00f3wdzie snu\u0142y si\u0119 pojedyncze patrole z broni\u0105 ukryt\u0105 po kieszeniach lub pod p\u0142aszczami.<\/em><\/p>\n<p><em>Po opuszczeniu fortu przez Niemc\u00f3w na Sadybie nast\u0105pi\u0142o lekkie odpr\u0119\u017cenie. Je\u017celi ca\u0142kiem nie byli\u015bmy swoi, to w ka\u017cdym razie byli\u015bmy bezpa\u0144scy. Dnie pi\u0119kne i s\u0142oneczne dodawa\u0142y otuchy. Mimo wie\u015bci pe\u0142nych grozy, nadchodz\u0105cych z Woli i z Ochoty, ka\u017cdy dzie\u0144 witali\u015bmy z nadziej\u0105 na pe\u0142n\u0105 wolno\u015b\u0107, kt\u00f3ra niebawem powinna przyj\u015b\u0107.<\/em><\/p>\n<p><em>\u017bycie w ca\u0142ym osiedlu zacz\u0119\u0142o przybiera\u0107 bardziej zorganizowane formy. W willi przy ulicy Godebskiego zorganizowano prowizoryczn\u0105 kaplic\u0119, gdzie wielu mieszka\u0144c\u00f3w co rano ci\u0105gn\u0119\u0142o na msz\u0119, kt\u00f3r\u0105 odprawia\u0142 jeden z braci zmartwychwsta\u0144c\u00f3w, ksi\u0105dz Przyby\u0142a. Ksi\u0105dz ten zawsze kojarzy\u0142 mi si\u0119 w my\u015blach z postaci\u0105 wojskowego kapelana. Ksi\u0105dz Przyby\u0142a nie mia\u0142 nogi poni\u017cej kolana. Pewnie proteza powodowa\u0142a, \u017ce jego ruchy by\u0142y jakby zautomatyzowane i przypomina\u0142y wojskowego. Kiedy odwraca\u0142 si\u0119 od o\u0142tarza twarz\u0105 do wiernych, robi\u0142 zwrot jak oficer lustruj\u0105cy front swojej kompanii, a kiedy kl\u0119ka\u0142, wysuwa\u0142 sztywn\u0105 nog\u0119 ze stukni\u0119ciem do ty\u0142u jak chor\u0105\u017cy ze sztandarem. P\u00f3\u017aniej msze odbywa\u0142y si\u0119 w bloku na klatce schodowej numer 7, gdzie na oknie na p\u00f3\u0142-pi\u0119trze zaimprowizowano polowy o\u0142tarz. Spowied\u017a odbywa\u0142a si\u0119 na dworze, przed klatk\u0105 schodow\u0105. Kratk\u0119 konfesjona\u0142u zast\u0119powa\u0142a siatka furtki prowadz\u0105cej do ogr\u00f3dka genera\u0142owej od strony fosy. Dopiero pod koniec sierpnia, kiedy ostrza\u0142 artyleryjski uniemo\u017cliwia\u0142 przebywanie na dworze, ksi\u0105dz Przyby\u0142a spowiada\u0142 w piwnicy.<\/em><\/p>\n<p><em>Pierwszego ranka po opuszczeniu fortu przez Niemc\u00f3w sp\u0119dzi\u0142em kilka godzin z J\u0119drkiem i jakim\u015b tajemniczym m\u0142odym ch\u0142opcem w jego wieku na grze w szachy. Z ich lakonicznych rozm\u00f3w wywnioskowa\u0142em, \u017ce ch\u0142opiec ten przeszed\u0142 ju\u017c jak\u0105\u015b walk\u0119, chyba na Ochocie, a teraz jest jakby w rezerwie i oczekuje dalszych rozkaz\u00f3w. Ca\u0142y czas my\u015bla\u0142em o Antku, gdzie si\u0119 podziewa, co robi. Bo \u017ce \u017cyje, w to nie w\u0105tpi\u0142em ani na chwil\u0119. Mimo \u015bmierci Wojtka Chr\u00f3\u015bcickiego, Kostka Millo i Kitalli powstanie nie porazi\u0142o mnie jeszcze gro\u017ab\u0105 \u015bmierci.<\/em><\/p>\n<p><em>Zaraz tego samego dnia po po\u0142udniu zacz\u0119to w budynku szkolnym organizowa\u0107 szpital wojskowy. Znalaz\u0142y si\u0119 sk\u0105d\u015b drewniane prycze i nawet sporo noszy. Na dachu szko\u0142y wymalowano ogromny, kilkumetrowej wielko\u015bci, czerwony krzy\u017c na bia\u0142ym polu, widoczny z daleka dla lotnika symbol azylu i nietykalno\u015bci rannych i chorych. Na drugi dzie\u0144 rano szpital ju\u017c dzia\u0142a\u0142. Ulokowano w nim nawet jednego rannego, m\u0142odego stra\u017caka, o jasnej bujnej czuprynie. Pami\u0119tam, jak chciwie ch\u0142on\u0105\u0142em wszystko, co m\u00f3wi\u0142. Oddzia\u0142 jego przedziera\u0142 si\u0119 w nocy przez las, chyba w Kabatach. W jakiej\u015b por\u0119bie natkn\u0105\u0142 si\u0119 na grup\u0119 Niemc\u00f3w i rozpocz\u0119\u0142a si\u0119 bez\u0142adna strzelanina i gonitwa po ciemku. W pewnej chwili ch\u0142opak poczu\u0142, jak by co\u015b go uderzy\u0142o w piersi czy jak by o co\u015b zawadzi\u0142, i upad\u0142. Podni\u00f3s\u0142 si\u0119 szybko i bieg\u0142 dalej. By\u0142 spocony. Koszula i bluza lepi\u0142y si\u0119 do cia\u0142a. Wkr\u00f3tce poczu\u0142, \u017ce jest mu okropnie mokro, \u017ce pot przecieka na zewn\u0105trz i jest dziwnie lepki. Na domiar z\u0142ego schwyci\u0142 go nagle kaszel i poczu\u0142 w ustach smak krwi. Kiedy dotkn\u0105\u0142 r\u0119k\u0105 koszuli, rozpozna\u0142 krew i dopiero wtedy zorientowa\u0142 si\u0119, \u017ce jest ranny. W tym momencie si\u0142y go opu\u015bci\u0142y. By\u0142 bardzo pogodny, kiedy mi o tym opowiada\u0142.<\/em><\/p>\n<p><em>Funkcj\u0119 komendanta szpitala pe\u0142ni\u0142 dr Uliszewski, bardzo znany na Sadybie lekarz, kt\u00f3ry leczy\u0142 kiedy\u015b moj\u0105 babk\u0119. Z podziwem patrzy\u0142em, jak zr\u0119cznie zmienia\u0142 opatrunek i czy\u015bci\u0142 ran\u0119 d\u0142ugonogiemu Januszowi, kt\u00f3ry w pierwszych godzinach powstania zosta\u0142 ranny podczas ataku na koszary SS i by\u0142 pierwszym pacjentem naszego punktu sanitarnego w piwnicy. Biedak, wystawia\u0142 nieszcz\u0119sn\u0105 lew\u0105 \u0142opatk\u0119 i zerka\u0142 przez rami\u0119, jak doktor grzebie szczypcami w dziurze po od\u0142amku.<\/em><\/p>\n<p><em>Wok\u00f3\u0142 szpitala ustawiono kilka dyskretnych posterunk\u00f3w, kt\u00f3re mia\u0142y meldowa\u0107 o nadej\u015bciu Niemc\u00f3w czy innym niebezpiecze\u0144stwie. Na tych posterunkach tkwili ludzie m\u0142odzi, cz\u0119sto ubrani p\u00f3\u0142wojskowo, wielu z nich nosi\u0142o d\u0142ugie buty. Ci, kt\u00f3rzy stali w pobli\u017cu samego szpitala, mieli na r\u0119kawach opaski Czerwonego Krzy\u017ca. Mi\u0119dzy innymi J\u0119drkowi przypad\u0142o w udziale pilnowanie szpitala.<\/em><\/p>\n<p><em>Na Sadybie panowa\u0142 na razie spok\u00f3j, tylko z miasta dochodzi\u0142y odg\u0142osy strzelaniny i eksplozje, a z daleka widoczne by\u0142y dymy i \u0142uny licznych po\u017car\u00f3w.<\/em><\/p>\n<p><em>Kt\u00f3rego\u015b dnia po po\u0142udniu do szko\u0142y zawita\u0142o dw\u00f3ch \u017co\u0142nierzy niemieckich. Wszyscy byli\u015bmy poruszeni, a oni sami przera\u017ceni i uprzejmi. Wypytywali si\u0119, gdzie jest ich kolumna, kt\u00f3ra w ostatnich dniach lipca kwaterowa\u0142a w szkole. Narzekali na wojn\u0119 i jej okropno\u015b\u0107, chc\u0105c stworzy\u0107 wok\u00f3\u0142 siebie atmosfer\u0119 przychylno\u015bci. Nikt jako\u015b nie rozbroi\u0142 ich i nie zatrzyma\u0142. Wskazano im drog\u0119 do Wilanowa i cze\u015b\u0107.<\/em><\/p>\n<p><em>W dwie godziny potem w\u0142a\u015bnie z tej strony da\u0142 si\u0119 s\u0142ysze\u0107 warkot nadje\u017cd\u017caj\u0105cego samochodu i po chwili na mo\u015bcie ukaza\u0142a si\u0119 maska osobowego hanomaga. Wszyscy jak stali\u015bmy na naro\u017cniku ulicy ko\u0142o szko\u0142y, prysn\u0119li\u015bmy na podw\u00f3rze, kryj\u0105c si\u0119 za domkiem dozorcy i za blokiem. Przez prze\u015bwit mi\u0119dzy blokiem a domkiem obserwowa\u0142em ulic\u0119. Warkot samochodu zbli\u017ca\u0142 si\u0119 i po chwili hanomag mign\u0105\u0142. Na tylnym siedzeniu spostrzeg\u0142em niemieckiego \u017co\u0142nierza w he\u0142mie, ubranego w panterk\u0119. Przez okno samochodu wystawa\u0142a wysuni\u0119ta do przodu lufa karabinu. Gdy samoch\u00f3d min\u0105\u0142 domek dozorcy, rozleg\u0142 si\u0119 strza\u0142, a kiedy zn\u00f3w si\u0119 znalaz\u0142 w mym polu widzenia, dostrzeg\u0142em, jak \u017co\u0142nierz pospiesznie repetuje karabin. Hanomag pomkn\u0105\u0142 w kierunku ko\u015bcio\u0142a czerniakowskiego. Gdy znajdowa\u0142 si\u0119 ju\u017c daleko, wybiegli\u015bmy na ulic\u0119. Okaza\u0142o si\u0119, \u017ce strza\u0142 nie by\u0142 skierowany do cz\u0142owieka. Niemiec strzela\u0142 tylko dla postrachu lub dodania sobie animuszu.<\/em><\/p>\n<p><em>Po przeje\u017adzie tego patrolu mieli\u015bmy si\u0119 bardziej na baczno\u015bci. Okaza\u0142o si\u0119 to zupe\u0142nie s\u0142uszne, poniewa\u017c po kilkunastu minutach samoch\u00f3d powraca\u0142 spiesznie do Wilanowa.<\/em><\/p>\n<p><em>W ci\u0105gu tych kilkunastu dni pozornej ciszy wielokrotnie ze strychu obserwowa\u0142em miasto, w kt\u00f3rym szala\u0142y po\u017cary. Nad Starym Miastem, \u015ar\u00f3dmie\u015bciem i Wol\u0105 nurkowa\u0142y te\u017c samoloty. Po ka\u017cdym locie nurkowym nast\u0119powa\u0142y eksplozje i nieraz wida\u0107 by\u0142o s\u0142up dymu unosz\u0105cy si\u0119 nad tym miejscem. R\u00f3wnocze\u015bnie dolatywa\u0142 daleki grzechot karabin\u00f3w maszynowych. By\u0142em wstrz\u0105\u015bni\u0119ty, gdy stwierdzi\u0142em, \u017ce Niemcy zastosowali do walki z powsta\u0144cami lotnictwo. Nie mog\u0142em poj\u0105\u0107 swoim ch\u0142opi\u0119cym umys\u0142em, jak mo\u017cna walczy\u0107 z kim\u015b tak\u0105 broni\u0105, kt\u00f3rej przeciwnik nie mo\u017ce si\u0119 przeciwstawi\u0107. Przy zwartej zabudowie bezkarne bombardowanie z ma\u0142ej wysoko\u015bci powsta\u0144c\u00f3w nie posiadaj\u0105cych broni przeciwlotniczej i bezbronnej ludno\u015bci by\u0142o morderstwem. Bezsilnie zaciska\u0142em z\u0119by, miotaj\u0105c najgorsze przekle\u0144stwa i wyzwiska pod adresem lotnik\u00f3w. Jak\u017ce mimo wszystko nie zna\u0142em jeszcze Niemc\u00f3w.<\/em><\/p>\n<p><em>Na Sadyb\u0119 przybywa\u0142o coraz wi\u0119cej uciekinier\u00f3w z miasta. Do pa\u0144stwa Rzepeckich przedosta\u0142a si\u0119 z Mokotowa szwagierka z dwiema c\u00f3rkami i s\u0105siadk\u0105 z kilkunastoletnim synem. Szwagierka wraz z s\u0105siadk\u0105 wybra\u0142y si\u0119 zaraz na Mokot\u00f3w, \u017ceby ocali\u0107 nieco dobytku. Wr\u00f3ci\u0142a tylko szwagierka. S\u0105siadka pozosta\u0142a na jednej z ulic Mokotowa na zawsze i syn jej ju\u017c nigdy nie zobaczy, podobnie jak nie zobacz\u0105 swej matki nigdy moje kole\u017canki, Wanda<\/em><\/p>\n<p><em>i Ewa, oraz ich brat, Marek, dzieci doktora Ostaszewskiego. Ich matka, przekradaj\u0105c si\u0119 w pierwszych dniach sierpnia wraz ze sw\u0105 siostr\u0105 ko\u0142o ulicy Grottgera, przez kartoflisko na terenie parku \u201eMorskie Oko\u201d, otrzyma\u0142a \u015bmiertelny postrza\u0142 z pa\u0142acyku Szustra na skarpie. Jej siostra zosta\u0142a r\u00f3wnie\u017c ranna. Doktorowa by\u0142a do ko\u0144ca przytomna. Rozumiej\u0105c, \u017ce umiera (sama by\u0142a lekarzem dentyst\u0105), odda\u0142a swej siostrze bi\u017cuteri\u0119 i pieni\u0105dze, kt\u00f3re mia\u0142a przy sobie. Siostra prze\u017cy\u0142a doktorow\u0105 tylko o kilka tygodni. W ko\u0144cu trzeciej dekady sierpnia zgin\u0119\u0142a pod gruzami Gmachu Opatrzno\u015bci Bo\u017cej, dawnej szko\u0142y, w kt\u00f3rej podczas powstania znajdowa\u0142 si\u0119 szpital.<\/em><\/p>\n<p><em>Kt\u00f3rego\u015b dnia nad Sadyb\u0105 rozszala\u0142 si\u0119 ogie\u0144 zenit\u00f3wek, tak dobrze mi znany z wrze\u015bnia 1939 roku, kiedy polska artyleria przeciwlotnicza ostrzeliwa\u0142a z szosy wilanowskiej niemieckie samoloty. Wybieg\u0142em na dw\u00f3r. Ze wschodu, znad Marysinka, wy\u0142oni\u0142a si\u0119 eskadra samolot\u00f3w. By\u0142y to dwup\u0142atowce. Sz\u0142y w szyku skrzyd\u0142owym, na tak niskim pu\u0142apie, \u017ce ogie\u0144 zenit\u00f3wek przenosi\u0142 i pociski eksplodowa\u0142y nad samolotami. Gdy nadlecia\u0142y bli\u017cej nas, dostrzeg\u0142em na skrzyd\u0142ach czerwone gwiazdy. \u201eRadzieckie kukuru\u017aniki\u201d, stwierdzi\u0142 fachowo kt\u00f3ry\u015b z s\u0105siad\u00f3w. Raz po raz nad samolotami wykwita\u0142y szare ob\u0142oczki dymu. Ka\u017cdemu ob\u0142oczkowi towarzyszy\u0142 huk, jak by kto\u015b w sali akustycznej t\u0142uk\u0142 za jednym uderzeniem tysi\u0105ce \u017car\u00f3wek. Na ogr\u00f3d zacz\u0119\u0142y si\u0119 sypa\u0107 od\u0142amki. Gdy podnios\u0142em ich kilka, by\u0142y jeszcze gor\u0105ce.<\/em><\/p>\n<p><em>W ogromnym napi\u0119ciu obserwowali\u015bmy samoloty. Obawa, \u017ceby kt\u00f3ry\u015b nie zosta\u0142 str\u0105cony, ust\u0119powa\u0142a na przemian uczuciu rado\u015bci, \u017ce przecie\u017c nie tylko Niemcy maj\u0105 lotnictwo, \u017ce teraz oni s\u0105 atakowani, \u017ce wreszcie za barbarzy\u0144skie naloty na bezbronnych kto\u015b im bombami odp\u0142aca.<\/em><\/p>\n<p><em>Mimo g\u0119stego ostrza\u0142u zenit\u00f3wek samoloty lecia\u0142y spokojnie na pe\u0142nych obrotach silnik\u00f3w i \u015bmia\u0142o przebija\u0142y si\u0119 przez zapor\u0119 ogniow\u0105. Na wysoko\u015bci fortu zatoczy\u0142y lekki \u0142uk w kierunku p\u00f3\u0142nocno-zachodnim i znikn\u0119\u0142y z naszych oczu za naro\u017cnikiem bloku. Baterie zenit\u00f3wek, ustawione gdzie\u015b nad Wis\u0142\u0105, grzmia\u0142y jeszcze chwil\u0119, ale poniewa\u017c ob\u0142oczki pocisk\u00f3w wykwita\u0142y coraz dalej od umykaj\u0105cych samolot\u00f3w, po chwili umilk\u0142y.<\/em><\/p>\n<p><em>Nalot radzieckich samolot\u00f3w bliskiego zasi\u0119gu by\u0142 szeroko komentowany. Wszyscy twierdzili zgodnie, \u017ce dowodzi on, i\u017c front na pewno znajduje si\u0119 na linii Wis\u0142y, wi\u0119c za kilkana\u015bcie dni Rosjanie udziel\u0105 nam pomocy i wkrocz\u0105 do Warszawy.<\/em><\/p>\n<p><em>Dzie\u0144 17 sierpnia by\u0142 wyj\u0105tkowo bogaty w emocje. Po po\u0142udniu Janio Boczar wyruszy\u0142 na rowerze w kierunku Wilanowa na rozpoznanie. Gdy przypadkiem dowiedzia\u0142a si\u0119 o tym jego matka, prze\u017cywa\u0142a nieludzkie m\u0119ki oczekiwania. Pocieszali\u015bmy j\u0105 wszyscy, ale od momentu, gdy us\u0142yszeli\u015bmy strza\u0142y ko\u0142o Wilanowa, byli\u015bmy przekonani, \u017ce Janio poleg\u0142. Rozpacz matki nie mia\u0142a granic. Na szcz\u0119\u015bcie niebawem ujrzeli\u015bmy Jania, jak ra\u017ano maszerowa\u0142 ku blokowi, lecz pieszo, bez roweru. Z du\u017c\u0105 ulg\u0105 i ogromn\u0105 emocj\u0105 s\u0142uchali\u015bmy jego relacji. Na wszelki wypadek przed wyjazdem Janio zosta\u0142 ucharakteryzowany na dziewczyn\u0119. Wyjecha\u0142 Morszy\u0144sk\u0105 i skierowa\u0142 si\u0119 ku figurze \u015aw. Jana Nepomucena, po lewej stronie drogi do Wilanowa. Zanim dojecha\u0142 do Ojcowskiej, Niemcy z obs\u0142ugi reflektora otworzyli do niego ogie\u0144 z karabinu maszynowego z czerwonego domu za figur\u0105 \u015aw. Jana. Ci sami, kt\u00f3rzy 2 sierpnia strzelali do J\u0119drka. Janio ledwie zd\u0105\u017cy\u0142 zeskoczy\u0107 z roweru i przypa\u015b\u0107 do rynsztoka, wycofuj\u0105c si\u0119 powoli z pola ostrza\u0142u. Rower zostawi\u0142, pewny, \u017ce padnie \u0142upem Niemc\u00f3w. Ostatecznie jednak Niemcy nie okazali si\u0119 tak odwa\u017cni. Rower przele\u017ca\u0142 spokojnie do wieczora i dopiero pod os\u0142on\u0105 ciemno\u015bci \u015bci\u0105gn\u0105\u0142 go prawowity w\u0142a\u015bciciel, nasz dozorca, Czes\u0142aw Zachewicz.<\/em><\/p>\n<div>\n<hr align=\"left\" size=\"1\" width=\"33%\" \/>\n<div>\n<p><em><a title=\"\" href=\"file:\/\/\/D:\/MKP\/literat\/taty\/TAK%20ZAPAMI%C4%98TA%C5%81EM.doc#_ftnref1\">[1]<\/a> Po powstaniu Janusz Kosacki \u2014 \u201eBohdanowicz&#8221; znalaz\u0142 si\u0119 w szpitalu w Milan\u00f3wku. Gdy opu\u015bci\u0142 szpital, trafi\u0142 na \u0142apank\u0119 i zosta\u0142 wywieziony do obozu w Stutthofie, gdzie \u015blad po nim zagin\u0105\u0142.<\/em><\/p>\n<\/div>\n<\/div>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Czas na kolejn\u0105 cz\u0119\u015b\u0107 wspomnie\u0144 mojego Taty&#8230; &nbsp; Na pierwszy rzut oka nasz blok i Sadyba by\u0142y ogo\u0142ocone z m\u0142odych ludzi. Powstanie ich wymiot\u0142o i wci\u0105gn\u0119\u0142o w sw\u00f3j wir. Wszyscy b\u0105d\u017a walczyli w \u015ar\u00f3dmie\u015bciu, b\u0105d\u017a przebywali gdzie\u015b na zakonspirowanych kwaterach. Do tych, kt\u00f3rzy pozostali, nale\u017ca\u0142 mi\u0119dzy innymi jeden z najserdeczniejszych przyjaci\u00f3\u0142 Antka, Janio Boczar. Nie [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":0,"comment_status":"closed","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[3],"tags":[139,286,251],"class_list":["post-2286","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-piekarscy","tag-maciej-piekarski","tag-tak-zapamietalem","tag-wspomnienia"],"_links":{"self":[{"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/2286","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=2286"}],"version-history":[{"count":1,"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/2286\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":2287,"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/2286\/revisions\/2287"}],"wp:attachment":[{"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=2286"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=2286"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=2286"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}