{"id":2314,"date":"2014-07-31T00:01:58","date_gmt":"2014-07-31T00:01:58","guid":{"rendered":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/?p=2314"},"modified":"2014-03-10T18:04:16","modified_gmt":"2014-03-10T18:04:16","slug":"maciej-piekarski-tak-zapamietalem-cz-31","status":"publish","type":"post","link":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/?p=2314","title":{"rendered":"Maciej Piekarski &#8211; &#8222;Tak zapami\u0119ta\u0142em&#8221; cz. 31"},"content":{"rendered":"<p>Czas na kolejn\u0105 cz\u0119\u015b\u0107 wspomnie\u0144 mojego Taty&#8230;<\/p>\n<p><a href=\"http:\/\/piekarscy.com.pl\/wp-content\/uploads\/2014\/02\/tak-zapamietalem.jpg\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\"aligncenter size-medium wp-image-1481\" alt=\"tak zapamietalem\" src=\"http:\/\/piekarscy.com.pl\/wp-content\/uploads\/2014\/02\/tak-zapamietalem-193x300.jpg\" width=\"193\" height=\"300\" srcset=\"http:\/\/piekarscy.com.pl\/wp-content\/uploads\/2014\/02\/tak-zapamietalem-193x300.jpg 193w, http:\/\/piekarscy.com.pl\/wp-content\/uploads\/2014\/02\/tak-zapamietalem.jpg 322w\" sizes=\"auto, (max-width: 193px) 100vw, 193px\" \/><\/a><\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p><em>Po kilkudziesi\u0119ciu minutach wjechali\u015bmy za czerwony ceglany mur. Kazano nam wysiada\u0107 przy jakiej\u015b rampie. Konwojenci utworzyli szpaler. W jego g\u0142\u0119bi, przy jakiej\u015b bramie ze sztachet, kot\u0142owa\u0142o si\u0119, rozlega\u0142y si\u0119 rozpaczliwe lamenty i wrzaski. Zrozumia\u0142em, \u017ce tam si\u0119 odbywa tzw. selekcja. Zbili\u015bmy si\u0119 w gromadk\u0119.<\/em><\/p>\n<p><em>T\u0142um, kt\u00f3ry si\u0119 kot\u0142owa\u0142 przed bram\u0105, gdzie kr\u00f3lowa\u0142 z kolb\u0105 karabinu t\u0142usty \u017candarm, przypomnia\u0142 mi obrazek, jaki ogl\u0105da\u0142em przed rze\u017ani\u0105 w Nowym Dworze, z ciel\u0119tami gnanymi na rze\u017a mi\u0119dzy bia\u0142o pomalowanymi barierami. Bardzo to prze\u017cywa\u0142em, \u017cal mi by\u0142o bowiem biednych cielak\u00f3w, bezradnych, na niezdarnie szeroko rozstawionych nogach, w ogrodzeniu, z kt\u00f3rego nie mia\u0142y ju\u017c wyj\u015bcia. Nie przypuszcza\u0142em w\u00f3wczas, \u017ce b\u0119d\u0119 kiedy\u015b w takiej samej sytuacji.<\/em><\/p>\n<p><em>Gdy podeszli\u015bmy do \u017candarma sprawdzaj\u0105cego dokumenty, popatrzy\u0142 na nas i szybko skierowa\u0142 nas na praw\u0105 stron\u0119, zatrzymuj\u0105c ojca. Nie by\u0142o czasu na poca\u0142unki, na u\u015bcisk r\u0119ki. \u0141zy jeszcze w poci\u0105gu cisn\u0119\u0142y mi si\u0119 do oczu, gdy m\u00f3wili\u015bmy o ewentualnym rozdzieleniu, ale ca\u0142\u0105 si\u0142\u0105 je opanowywa\u0142em. Matka \u0142agodnie, lecz stanowczo mi zapowiedzia\u0142a: \u201eMa\u0107ku, cokolwiek by si\u0119 sta\u0142o, zachowaj godno\u015b\u0107, nie p\u0142acz! Jeszcze tam, w Warszawie, jest Antek.\u201d<\/em><\/p>\n<p><em>Aby unikn\u0105\u0107 \u017candarmskiej kolby, przebiegli\u015bmy szybko bram\u0119. Jedyna droga wiod\u0142a do olbrzymiej hali, w kt\u00f3rej znajdowa\u0142y si\u0119 trzy perony, oddzielone pasmami szyn. Na peronach i na torach siedzieli lub le\u017celi ludzie. Filary, na kt\u00f3rych wspiera\u0142 si\u0119 dach hali, oblepione by\u0142y rodzinami, kt\u00f3re nie chc\u0105c si\u0119 zgubi\u0107, przy tych punktach rozpoznawczych urz\u0105dzi\u0142y sobie koczowiska na tobo\u0142kach z resztkami dobytku. Wytworne futra miesza\u0142y si\u0119 z \u0142achmanami. Gdzieniegdzie ja\u015bnia\u0142a biel banda\u017cy. Bieli niekt\u00f3rych banda\u017cy mo\u017cna si\u0119 by\u0142o tylko domy\u015bla\u0107, gdy\u017c zabrudzone by\u0142y krwi\u0105, b\u0142otem lub smarami.<\/em><\/p>\n<p><em>W hali panowa\u0142 straszny fetor ka\u0142u i moczu. Przycupn\u0119li\u015bmy ko\u0142o filaru, kt\u00f3ry w\u0142a\u015bnie opu\u015bci\u0142a jaka\u015b rodzina. Matka zrobi\u0142a Jankowi pos\u0142anie. Dzieciak chwia\u0142 si\u0119 na nogach ze zm\u0119czenia. Po\u0142o\u017cony, natychmiast zasn\u0105\u0142. Dziadek siedz\u0105c na walizeczce, wyci\u0105gn\u0105\u0142 z mojego worka reszt\u0119 koniny. Mimo \u017ce surowa, zzielenia\u0142a, rwa\u0142 j\u0105 palcami na kawa\u0142ki, wk\u0142adaj\u0105c \u0142apczywie do ust. Perswazje matki, \u017ce to pewna choroba, nie odnosi\u0142y skutku. Dziadek jad\u0142. Gdy mama si\u0119 odwr\u00f3ci\u0142a, i ja si\u0119gn\u0105\u0142em po mi\u0119so.<\/em><\/p>\n<p><em>Mimo \u017ce wszyscy byli zmordowani i przygn\u0119bieni, w hali panowa\u0142 ruch. Co chwila pojawia\u0142 si\u0119 kto\u015b nowy. Du\u017co ludzi snu\u0142o si\u0119 tu i tam, zagl\u0105da\u0142o w twarze, szukaj\u0105c bliskich i znajomych. Pada\u0142y pytania: sk\u0105d? z jakiej dzielnicy? W\u015br\u00f3d tego k\u0142\u0119bowiska ludzkiego dostrzega\u0142em s\u0105siad\u00f3w i znajomych bli\u017cszych i dalszych. Ka\u017cdy zgn\u0119biony, osowia\u0142y. Moja nauczycielka i przyjaci\u00f3\u0142ka rodzic\u00f3w, Genia Sipay\u0142\u0142o, wozi\u0142a z miejsca na miejsce c\u00f3reczk\u0119 Basi\u0119 w spacerowym w\u00f3zeczku. M\u0119\u017ca jej, in\u017cyniera Witolda Sipay\u0142\u0142o, zabrano podczas selekcji do hali numer 2. Odnalaz\u0142a si\u0119 r\u00f3wnie\u017c pani Irena Symonowiczowa z ma\u0142ym Tadzikiem.<\/em><\/p>\n<p><em>Tego samego dnia zacz\u0119to dowozi\u0107 transporty ze Starego Miasta. Ci ludzie byli w jeszcze gorszym stanie ni\u017c my.<\/em><\/p>\n<p><em>Zbli\u017ca\u0142a si\u0119 noc. Chcieli\u015bmy spa\u0107. Matka kategorycznie kaza\u0142a mi zamie\u015b\u0107 beton wok\u00f3\u0142 legowiska, stwierdzaj\u0105c: \u201ePrzecie\u017c tu si\u0119 a\u017c roi od wszy!\u201d Po chwili pouk\u0142adali\u015bmy si\u0119 na tobo\u0142kach. Matka powiedzia\u0142a, \u017ce b\u0119dzie czuwa\u0107, a p\u00f3\u017aniej obudzi mnie. Zasn\u0105\u0142em kamiennym snem. Matka mnie nie obudzi\u0142a \u2014 czuwa\u0142a sama.<\/em><\/p>\n<p><em>Rano, mimo zakaz\u00f3w matki, \u017ceby si\u0119 nie oddala\u0107, wyszed\u0142em na zewn\u0105trz. By\u0142em g\u0142odny jak lew. Nie mieli\u015bmy co je\u015b\u0107. W\u0142a\u015bnie dostrzeg\u0142em, jak ko\u0142o jakiej\u015b rampy t\u0142oczy si\u0119 t\u0142um. Poszed\u0142em w tamtym kierunku. Rozdawano zup\u0119 z kuchni RGO. Ko\u0142o \u015bciany hali le\u017ca\u0142a pusta puszka po baraninie. Chwyci\u0142em j\u0105 i pobieg\u0142em do pompy. Nabra\u0142em piasku i stan\u0105\u0142em w ogonku do kranu. Gdy przysz\u0142a moja kolej, umy\u0142em starannie puszk\u0119, od\u0142amuj\u0105c wieko. B\u0142yszcza\u0142a jak lustro. Tak wyposa\u017cony pobieg\u0142em do ogonka po zup\u0119. T\u0142um przed ramp\u0105 sta\u0142 nieruchomo. Zupy ju\u017c nie by\u0142o. Wszyscy czekali na drugi kocio\u0142, czeka\u0142em i ja. Po p\u00f3\u0142godzinie przyniesiono dymi\u0105cy kocio\u0142. Stan\u0105\u0142em w kolejce, ale kto\u015b silniejszy stale mnie z niej wypycha\u0142. Nurkuj\u0105c w\u015br\u00f3d t\u0142umu, dotar\u0142em jednak do kot\u0142a. Poda\u0142em puszk\u0119 m\u0119\u017cczy\u017anie rozlewaj\u0105cemu zup\u0119, ale nie wr\u00f3ci\u0142a do moich r\u0105k. Gdy ju\u017c po ni\u0105 si\u0119ga\u0142em, wyrwa\u0142 mi j\u0105 jaki\u015b m\u0119\u017cczyzna. \u201eTy sobie, ch\u0142opcze, jeszcze poczekasz\u201d, skwitowa\u0142 moje oburzone spojrzenie. Nic nie m\u00f3wi\u0105c wr\u00f3ci\u0142em do naszego legowiska. . Matka mia\u0142a wi\u0119ksze szcz\u0119\u015bcie. Gdy by\u0142a w ubikacji, jedna ze znajomych z widzenia kobiet z Sadyby da\u0142a jej kilka razy zaci\u0105gn\u0105\u0107 si\u0119 papierosem, a nadto odsypa\u0142a woreczek m\u0105ki. By\u0142 to cenny skarb.<\/em><\/p>\n<p><em>Na placu obok hali wygna\u0144cy pobudowali prymitywne paleniska, na kt\u00f3rych grzali wod\u0119, a ci, co mieli, gotowali straw\u0119. Postanowili\u015bmy upiec placki na ogniu. Zdoby\u0142em drug\u0105 puszk\u0119 po konserwach i wymiesza\u0142em w niej m\u0105k\u0119 z wod\u0105. Gdy ciasto by\u0142o gotowe, podszed\u0142em nie\u015bmia\u0142o do paleniska, przy kt\u00f3rym jaki\u015b starszy cz\u0142owiek o kulach zrobionych z ga\u0142\u0119zi grza\u0142 wod\u0119 w garnku stoj\u0105cym na d\u0142ugiej p\u0142askiej szufli do zbierania \u015bmieci. Przyj\u0105\u0142 mnie do swego koczowiska i pozwoli\u0142 upiec placki na szufli.<\/em><\/p>\n<p><em>Placki nie zaspokoi\u0142y g\u0142odu, tym bardziej \u017ce cz\u0119\u015b\u0107 z nich matka zostawi\u0142a na p\u00f3\u017aniej. Najbiedniejszy by\u0142 Janek. \u201eMamo, kiedy wr\u00f3cimy do piwnicy? Mamo, chleba!\u201d, pokrzykiwa\u0142 przez \u0142zy. Matka by\u0142a u kresu wytrzyma\u0142o\u015bci. Po kilku daremnych naleganiach dziecka powiedzia\u0142a jednak \u0142agodnie: \u201eJanku, nie mam, nic nie mog\u0119 poradzi\u0107, zm\u00f3w lepiej pacierz.\u201d Janek kl\u0119kn\u0105\u0142 na betonie i prze\u017cegna\u0142 si\u0119 po ch\u0142opsku, szeroko. Nagle z boku us\u0142ysza\u0142em znany mi sk\u0105d\u015b g\u0142os: \u201ePani Janino!\u201d Do naszego koczowiska szed\u0142 pan Szczerkowski, trzymaj\u0105c w d\u0142oniach bochenek bia\u0142ego chleba. Wr\u0119czy\u0142 go mamie. Pr\u00f3cz chleba wcisn\u0105\u0142 jej jeszcze dyskretnie g\u00f3rala.<\/em><\/p>\n<p><em>Na dworze si\u0105pi\u0142 deszcz. Do naszego koczowiska coraz to dochodzi\u0142y wie\u015bci, \u017ce szykuje si\u0119 transport. Dok\u0105d? Nie wiadomo. Kto\u015b powiedzia\u0142, \u017ce transport odb\u0119dzie si\u0119 w odkrytych wagonach. Odsun\u0119li\u015bmy si\u0119 w k\u0105t hali. Jeszcze poczekamy. Mamy chleb, placki, jeszcze jeden dzie\u0144 poczekamy. Mo\u017ce dowiemy si\u0119, co z ojcem? Kto\u015b przekonywa\u0142, \u017ce daremne czekanie, nie ma \u017cadnej nadziei, postanowili\u015bmy jednak zaczeka\u0107.<\/em><\/p>\n<p><em>Po dw\u00f3ch dniach zdecydowali\u015bmy si\u0119 wreszcie na transport. Albo zdechniemy tu z g\u0142odu i wszy nas zjedz\u0105, albo mo\u017ce gdzie indziej b\u0119dzie lepiej. Gdy nawo\u0142ywano do zbi\u00f3rki, ruszyli\u015bmy gromadk\u0105. Zaprowadzono nas do poci\u0105gu. Czeka\u0142 ju\u017c sznur wagon\u00f3w bydl\u0119cych, do kt\u00f3rych trzeba si\u0119 by\u0142o gramoli\u0107 na wysoko\u015b\u0107 piersi doros\u0142ego m\u0119\u017cczyzny. Tutaj kr\u00f3lowali niemieccy Bahnschutze. Upychali nas po sze\u015b\u0107dziesi\u0105t os\u00f3b w jednym wagonie. Spl\u0105tani ko\u0144czynami z powodu t\u0142oku, czekali\u015bmy a\u017c poci\u0105g ruszy.<\/em><\/p>\n<p><em>W wagonie panowa\u0142 zaduch. Co chwila kto\u015b wychodzi\u0142 na zewn\u0105trz za swoj\u0105 potrzeb\u0105, kt\u00f3r\u0105 za\u0142atwia\u0142 niemal na oczach wszystkich. Dziadek nie m\u00f3g\u0142 wyj\u015b\u0107, bo nie mia\u0142 si\u0142y. Zreszt\u0105, musia\u0142by bez przerwy tkwi\u0107 ko\u0142o wagonu \u2014 surowa \u015bmierdz\u0105ca konina zrobi\u0142a swoje. Dziadek robi\u0142 wi\u0119c pod siebie.<\/em><\/p>\n<p><em>Spo\u0142eczno\u015b\u0107 wagonow\u0105 stanowili bardzo r\u00f3\u017cni ludzie. W wi\u0119kszo\u015bci starcy, kobiety i ranni. Jedyny m\u0142odszy m\u0119\u017cczyzna z ch\u0142opcem chyba dziesi\u0119cioletnim siedzia\u0142 niedaleko nas i opowiada\u0142 o swoich prze\u017cyciach. M\u00f3wi\u0142, \u017ce \u017cona zgin\u0119\u0142a i zosta\u0142 sam z synem. Ch\u0142opiec zachowywa\u0142 si\u0119 jako\u015b bardzo oboj\u0119tnie, chocia\u017c ojciec obejmowa\u0142 go czule ramieniem. Nie odzywa\u0142 si\u0119 te\u017c ani s\u0142owem. W pewnej chwili jednak zwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 do m\u0119\u017cczyzny: \u201eProsz\u0119 pana, ja musz\u0119 siusiu.\u201d Wszyscy spojrzeli to na ch\u0142opca, to na m\u0119\u017cczyzn\u0119, a potem na siebie w wymownym milczeniu. Wiadomo, dzi\u0119ki osamotnionemu ch\u0142opcu omin\u0105\u0142 m\u0119\u017cczyzn\u0119 transport do obozu zag\u0142ady lub w najlepszym razie na roboty.<\/em><\/p>\n<p><em>Poci\u0105g ruszy\u0142 dopiero wieczorem. Siedzia\u0142em u n\u00f3g babci, na wprost drzwi, kt\u00f3rych \u0142askawy Bahnschutz nie zamkn\u0105\u0142 ca\u0142kowicie. Poci\u0105g turkota\u0142 monotonnie, wioz\u0105c nas w nieznane. Musia\u0142em wygl\u0105da\u0107 bardzo rozpaczliwie, bo babcia chc\u0105c mnie rozerwa\u0107, opowiada\u0142a mi o swoich wycieczkach do Zakopanego, o Giewoncie&#8230;<\/em><\/p>\n<p><em>Nad ranem obudzi\u0142em si\u0119, gdy poci\u0105g stawa\u0142. Byli\u015bmy w szczerym polu. Z daleka dochodzi\u0142y odg\u0142osy kanonady, kt\u00f3ra po jakim\u015b czasie ucich\u0142a. Bahnschutze zapowiedzieli d\u0142u\u017cszy post\u00f3j. Pozwolili wysi\u0105\u015b\u0107. Pierwszy wysiad\u0142 m\u0119\u017cczyzna-opiekun dziesi\u0119cioletniego ch\u0142opca. Przyni\u00f3s\u0142 niebawem wie\u015b\u0107 \u2014 mo\u017ce plotk\u0119 \u2014 \u017ce podobno nasi gdzie\u015b niedaleko zaatakowali Niemc\u00f3w i st\u0105d ten post\u00f3j, i st\u0105d ta strzelanina. Mo\u017ce chcieli nas odbi\u0107, pomy\u015bla\u0142em, a mo\u017ce<\/em><\/p>\n<p><em>zosta\u0142 przerwany front? Mo\u017ce nied\u0142ugo b\u0119dzie ju\u017c koniec?<\/em><\/p>\n<p><em>Zacz\u0119li\u015bmy powoli wysiada\u0107. Nie opodal znajdowa\u0142 si\u0119 do\u0142ek z wod\u0105, glinianka. Ruszy\u0142em tam, aby si\u0119 umy\u0107 i od\u015bwie\u017cy\u0107. \u015acie\u017cka do glinianki by\u0142a wydeptana przez byd\u0142o. Mimo brudnej wody zanurzy\u0142em si\u0119 ca\u0142y. Niebawem z pobliskiego maj\u0105tku nadjecha\u0142y folwarczne wozy, przywo\u017c\u0105c mleko, \u015bwie\u017cy chleb i owoce. Znajdowali\u015bmy si\u0119 ko\u0142o wsi Jele\u0144. Bahnschutze na szcz\u0119\u015bcie nie bronili tej pomocy. Wi\u0119kszo\u015b\u0107 z nich stanowili ludzie starzy, kt\u00f3rzy gdzie\u015b w Niemczech mieli pewnie te\u017c swoje rodziny.<\/em><\/p>\n<p><em>Nagle jak spod ziemi zjawi\u0142a si\u0119 ciotka Stenia Ruszczykowska. Ubrana w szary ko\u017cuszek, na lewym ramieniu mia\u0142a opask\u0119 Czerwonego Krzy\u017ca. Pytaniom z obu stron nie by\u0142o ko\u0144ca. Ciotk\u0119 zabrano ze Starego Miasta. Ocala\u0142a cudem. Ostatnio by\u0142a sanitariuszk\u0105 w szpitalu powsta\u0144czym w gmachu Ministerstwa Sprawiedliwo\u015bci przy D\u0142ugiej 7, w szpitalu, w kt\u00f3rym Niemcy masowo mordowali rannych i personel. Uratowa\u0142a si\u0119 ze wsp\u00f3\u0142towarzyszk\u0105 powsta\u0144czej doli, sanitariuszk\u0105 \u201ePaulink\u0105\u201d (Mari\u0105 Przetakiewicz). Matka ciotki pozosta\u0142a na Powi\u015blu. Czy \u017cyje, nie wiadomo.<\/em><\/p>\n<p><em>Wieczorem dano wystrza\u0142em sygna\u0142, \u017ce trzeba wsiada\u0107 do poci\u0105gu. T\u0142um rzuci\u0142 si\u0119 do wagon\u00f3w. Biegn\u0105c, matka upad\u0142a. Przerazi\u0142em si\u0119. Co b\u0119dzie, je\u017celi co\u015b si\u0119 jej stanie w tej sytuacji?<\/em><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Czas na kolejn\u0105 cz\u0119\u015b\u0107 wspomnie\u0144 mojego Taty&#8230; &nbsp; Po kilkudziesi\u0119ciu minutach wjechali\u015bmy za czerwony ceglany mur. Kazano nam wysiada\u0107 przy jakiej\u015b rampie. Konwojenci utworzyli szpaler. W jego g\u0142\u0119bi, przy jakiej\u015b bramie ze sztachet, kot\u0142owa\u0142o si\u0119, rozlega\u0142y si\u0119 rozpaczliwe lamenty i wrzaski. Zrozumia\u0142em, \u017ce tam si\u0119 odbywa tzw. selekcja. Zbili\u015bmy si\u0119 w gromadk\u0119. T\u0142um, kt\u00f3ry si\u0119 [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":0,"comment_status":"closed","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[3],"tags":[139,286,251],"class_list":["post-2314","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-piekarscy","tag-maciej-piekarski","tag-tak-zapamietalem","tag-wspomnienia"],"_links":{"self":[{"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/2314","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=2314"}],"version-history":[{"count":1,"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/2314\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":2315,"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/2314\/revisions\/2315"}],"wp:attachment":[{"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=2314"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=2314"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"http:\/\/piekarscy.com.pl\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=2314"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}