Archiwum miesiąca: sierpień 2026

Maciej Piekarski (1932-1999) – student Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w latach 1951-1955

Małgorzata Karolina Piekarska, Maciej Piekarski (1932-1999) – student Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w latach 1951-1955, [w:] Studenckie czasy, katalog wystawy, Warszawa 2026, s. 55-67;

Mój ojciec Maciej Piekarski, który w historii zapisał się przede wszystkim jako dziennikarz i publicysta (zajmujący się w swoich artykułach, reportażach i filmach dokumentalnych emitowanych na antenie Telewizji Polskiej II wojną światową) był z wykształcenia historykiem sztuki. Przez 17 lat pracował w Muzeum Narodowym w Warszawie, a bycie muzealnikiem w pracy sprawiło, że był też muzealnikiem w życiu prywatnym, starannie opisując przechowywane rodzinne dokumenty – trzymane w specjalnych kopertach lub – jeśli zbiór był większy – w teczkach. Zawartość jednej z nich zatytułowanej „PAPIERY UNIWERSYTECKIE, DYPLOMY” uznałam za wartą pokazania na wystawie pt. „Studenckie czasy”. Stanowi bowiem komplet różnego rodzaju dokumentów, pokazujący całość studenckiego życia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w czasach stalinowskich.

Katolicki Uniwersytet Lubelski był uczelnią, która powstała w 1918 roku z inicjatywy ks. Idziego Radziszewskiego (1871–1922). To on wśród Polonii w Petersburgu zbierał fundusze na utworzenie w Polsce katolickiej uczelni, która zastąpiłaby likwidowaną przez władze bolszewickie Akademię Duchowną w Petersburgu. Na miejsce dla niej wybrano Lublin, a gdy pomysł zyskał akceptację polskich biskupów oraz nuncjusza Stolicy Apostolskiej, wówczas 27 lipca 1918 roku, decyzją Zjazdu Biskupów Królestwa Polskiego, została powołana uczelnia pod nazwą Uniwersytet Lubelski, której księgozbiór stanowiły zbiory Akademii Petersburskiej. W 1928 roku zmieniono nazwę na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Była to uczelnia, która przed II wojną światową, mimo że miała status uczelni prywatnej, otrzymała prawo do dotacji państwowych, a także własny gmach – podominikański budynek usytuowany blisko centrum miasta przy Alejach Racławickich. W 1938 roku Uniwersytetowi nadano pełne prawa państwowych szkół akademickich. Po II wojnie światowej była to pierwsza uczelnia, która wznowiła działalność, co miało miejsce jeszcze przed kapitulacją Niemiec, bo jesienią 1944 roku. Zaczęli tu wtedy wykładać profesorowie przesiedleni z Kresów Wschodnich, głównie z Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie i Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Początkowo władze komunistyczne sprzyjały katolickiej placówce naukowej, jednak później stała się ona celem ataków. Na dodatek doszło do nacjonalizacji podstawowego źródła finansowania KUL, czyli liczącego siedem tysięcy hektarów majątku rolnego Fundacji hr. Potulickich w Potulicach koło Nakła. Uniwersytet był stale inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa, utrudniano życie studentom i wykładowcom, cenzurowano też publikacje uczelni. Właśnie w tym momencie w gronie jej studentów znalazł się mój Ojciec.

Jak to się stało, że Warszawiak z dziada pradziada studiował nie jak jego rodzice – Bronisław (1901–1960) i Janina z Adamskich (1905–1973) na Uniwersytecie Warszawskim, ale w odległym o 180 kilometrów Lublinie? I dlaczego historię sztuki? II wojna światowa, a w szczególności Powstanie Warszawskie, odcisnęły na nim ogromne piętno. Jak sam napisał w swoich wspomnieniach z czasów wojny zatytułowanych Tak zapamiętałem, wydanych przez Państwowy Instytut Wydawniczy w 1979 roku w tzw. „serii z syrenką”, bilans wojny to dla niego „Przede wszystkim śmierć ponad dwustu pięćdziesięciu osób z rodziny i z kręgu bliższych i dalszych znajomych”.[1] Wśród nich był rodzony starszy brat Antek (1928–1944), który pod pseudonimem „Hamlet”, jako strzelec żandarmerii oddziału „Barry”, poległ w Powstaniu Warszawskim. To pamięć o nim sprawiła, że Ojciec spisał wojenne wspomnienia, zaś udział w Powstaniu Warszawskim w roli posługacza w szpitalu polowym na Sadybie – filii Szpitala Ujazdowskiego – spowodował, że marzył, by zostać lekarzem. Na temat udzielania pierwszej pomocy wiedział wszystko. Potrafił robić zastrzyki podskórne, domięśniowe i dożylne, a także pobrać krew. Gdy byłam dzieckiem i miewałam anginy, to on dokonywał tzw. „pędzlowania” gardła i stawiał mi bańki. Niestety, to właśnie trudne czasy stalinowskie uniemożliwiły mu realizację marzenia o medycynie. Za konflikt z nauczycielką historii został relegowany z warszawskiego liceum Tadeusza Reytana tuż przed maturą. Zatrzaśnięto przed nim drzwi innych warszawskich szkół. Egzamin dojrzałości zdał eksternistycznie w Liceum im. Stanisława Staszica w Lublinie i tam w roku 1951 rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego na kierunku historia sztuki. KUL był jedyną niezależną uczelnią katolicką w bloku wschodnim. Władze PRL nie chciały wchodzić w otwarty konflikt z Kościołem. Represjonowano więc KUL podatkami, ograniczeniami etatów, kontrolą SB, ale jednocześnie starano się unikać kroków, które mogłyby wywołać międzynarodowy skandal. Na KUL nie wprowadzono powszechnego przysposobienia wojskowego i nie była to uczelnia, z której studenci masowo odchodzili na szkolenia wojskowe w trakcie studiów, tak jak miało to miejsce w wielu placówkach państwowych. Dla młodego człowieka z rodziny o AK-owskich korzeniach[2] było to istotne. Tak jak istotne to było dla osób z rodzin ziemiańskich czy szlacheckich, które na tej uczelni mogły zdobyć wyższe wykształcenie. Wraz z Ojcem na roku byli np. zasłużeni dla kultury polskiej: krytyk filmowy Aleksander Ledóchowski (1933–1990), członek słynnego rodu Ledóchowskich, a także znawczyni fotografii Urszula Czartoryska (1934–1998).

Już po pierwszym semestrze, gdy Ojciec przyjechał do rodziców do Warszawy i poszedł w odwiedziny do swojej ciotki Stefanii z Ruszczykowskich Krosnowskiej[3] (1913–1991) powiedział jej: „Wie ciocia? To jest bardzo ciekawe i ja to skończę”. Teczka z jego papierami uniwersyteckimi doskonale pokazuje jego duszę muzealnika. Pozostawił w niej dokumenty i pamiątki, które przeważnie się wyrzuca, ale to właśnie one są dzisiaj przewodnikiem po KUL w czasach stalinowskich. Tę opowieść otwiera zaproszenie na wieczór zapoznawczy, który „odbędzie się dnia 29 października 1950 roku o g. 16:00 w Auli Uniwersyteckiej”, a prosi… Zarząd Koła Historyków Sztuki studentów K.U.L. Czy Ojciec, który rozpoczął studia w roku 1951, był wtedy na uczelni? Tego już się nie dowiem. Możliwe jednak, że kartkę znalazł później i zachował na pamiątkę jako świadectwo tamtych czasów. Była w końcu zaproszeniem w stylu nieprzystającym do czasów stalinowskich i napisana językiem, w którym nie było słów „towarzysz” ani „obywatel”, ani nawet „kolega”. Zachował też swoją, wydaną 23 czerwca 1952 roku, legitymację członkowską Akademickiego Zrzeszenia Sportowego oraz Legitymację Zrzeszenia Studentów Polskich nr 98645, wydaną 26 maja 1954 roku i stwierdzającą, że student Maciej Piekarski wstąpił do ZSP w dn. 2 stycznia. Jednak student nie tylko się bawił, ale i płacił… Za co? Przede wszystkim w zachowanych dokumentach mamy kwity opłat za czesne, które jak z nich wynika miesięcznie wynosiło wtedy 15 złotych. Dla porównania bochenek chleba (ok. 0,8–1 kg) kosztował średnio 1,20–1,50 zł, litr mleka ok. 1,20 zł, kilogram cukru ok. 4,50 zł, a kilogram mięsa wieprzowego ok. 12–15 zł. Nie była to więc duża suma. Jednak często ojciec opłacał to z opóźnieniem, co wynikało z faktu, że jedynym żywicielem rodziny był wówczas mój dziadek. Niepracująca babcia zajmowała się domem, a także opiekowała młodszym synem urodzonym w 1944 roku na wygnaniu w Częstochowie oraz matką i teściową. Kwity za czesne, powielone druki stworzone na maszynie do pisania, noszą tytuł: „KASA PRZYJMIE”.

scan0013

scan0005

Co ciekawe Piotr Jaroszyński w publikacji  zatytułowanej KUL w czasach PRL-u – kartka  z historii napisał: „KUL, chociaż był uczelnią  prywatną, to za studia nie pobierał opłat, lecz  przyjmował chętnych za darmo, tak jak uczelnie  państwowe”[4], jednak te kwity, a także rozmowa  z koleżanką Ojca ze studiów Katarzyną Iwanicką[5],  która wspomniała, że na pewno opłacała czesne,  przeczą temu. Szczególnie, że w tytule udokumentowanych  opłat powtarza się słowo „czesne”  i wymieniane są poszczególne miesiące nauki.  Jest też wśród tych opłat, ale już wypisany  na klasycznym druku akcydensowym, kwit pochodzący  z 10 stycznia 1955 roku również zatytułowany  „KASA PRZYJMIE”, będący dowodem  wpłaty za ubezpieczenie, które wynosiło 5 złotych  za cały rok akademicki.  Niezwykle ciekawym dokumentem jest wystawiony  przez Towarzystwo Przyjaciół Katolickiego  Uniwersytetu Lubelskiego kwit nr 866/52  opiewający na kwotę aż 112 zł. Jest to opłata  za cztery osoby z Warszawy, które w ten sposób  opłaciły zarówno deklarację członkowską, jak i składki do Towarzystwa Przyjaciół KUL.  To ostatnie miało swoje oddziały w całej Polsce.  Oddział Warszawski wysłał 1 października 1952  roku na adres stałego zameldowania Ojca, czyli  do Warszawy, pismo zawierające osobliwe pytanie,  świadczące o tym, że sprawy finansowe były  dla wszystkich w tamtym czasie istotne i ważne  było prawidłowe opisywanie wszelkich wpłat.  Treść pisma bowiem brzmi: „Przesłał nam Lublin  wiadomości o wpłacie 250 zł. dokonanej  przez Sz. Pana w czerwcu, jednocześnie dołączył  deklarację p. Janiny Piekarskiej. Uprzejmie zapytujemy  jak mamy zaksięgować wpłatę Sz. Pana,  jako ofiarę czy też składkę? Z katolickim pozdrowieniem…”.  Nie jest to ostatnie pismo, którego  nadawcą jest Towarzystwo Przyjaciół KUL. Dokument  z 28 września 1953, którego liczba dziennika  to: 3217/53/R, mówi po pierwsze o tym, że  do września tegoż roku Towarzystwo wysłało już  ponad 3200 pism do swoich członków. Po drugie  treść jego brzmi: „Zarząd Główny Towarzystwa  Przyjaciół KUL serdecznie dziękuje za ofiarną  pracę i trud przy organizacji [i] przeprowadzeniu  zbiórki ofiar na rzecz KUL w Częstochowie na Jasnej  Górze”. A to pokazuje, że uczelnia musiała  borykać się z problemami finansowymi.

scan0040

scan0003

scan0007

scan0039scan0001

Być może coś wypłacano studentowi. Zachowała  się bowiem wkładka stypendialna nr 181,  stanowiąca załącznik do legitymacji nr 444. Jest  tam jednak wpis tylko za listopad roku 1953 z pieczątką  Stołówki Akademickiej KUL. Co w niej  student Maciej Piekarski jadał? Menu nie jest  znane, ale… wiadomo, że wchodził tam bocznymi  drzwiami, gdyż zachowała się kartka z datą  29 marca 1954, na której wprost zostało to napisane.  Zapewne jednak student Piekarski nie  zawsze z tej stołówki korzystał, gdyż w dokumentach  zachowały się niewykorzystane kupony zarówno  na śniadania i obiady, jak i na kolacje.  Student miał też obowiązek dbać o swoje zdrowie,  o czym świadczy różowa karteczka wydana  przez Ministerstwo Zdrowia, mówiąca o tym,  że student Piekarski Maciej został zaszczepiony  16 kwietnia 1955 roku przeciwko durowi brzusznemu.  Być może dowodem szczepienia jest też  karteczka z ledwie widocznym stemplem Centralnej Wojewódzkiej Poradni Przeciwgruźliczej,  na której znajduje się jedynie nazwisko i imię  Ojca, data 14 marca 1953 i czyjś podpis.  Przede wszystkim jednak student musiał się  uczyć. Gdzie? Nie tylko w domu, na stancji czy  w akademiku, ale i w Bibliotece KUL. Do tego  uprawniała Karta Biblioteczna nr 802. Znajduje  się na niej jedyny adres lubelski studenta, czyli:  ul. Marii Skłodowskiej-Curie 24 m. 1 – stancja  wynajmowana i opłacana przez moich dziadków.  Wśród zachowanych dokumentów są niektóre  karty egzaminacyjne, jak np. taka z informacją  o oblanym egzaminie z historii sztuki  starożytnej u prof. Rajmunda Gostkowskiego  (1885–1966), poprawionym następnie na 3+ oraz  o zdanym na piątkę egzaminie z historii sztuki  średniowiecznej u prof. Piotra Bohdziewicza  (1896–1982). Jest też karta egzaminacyjna ze zdanego  na czwórkę egzaminu z historii sztuki społeczeństw  pierwotnych, którą wykładał prof. Stefan  Nosek (1909–1966) oraz karta ze zdanego na 4 egzaminu  ze sztuki polskiej nowożytnej u wówczas  dr. Antoniego Maślińskiego (1917–1994), którego  – jak ojciec opowiadał – studenci nazywali  „Piergiorgio Vasari”. Uzupełnieniem do tych kart są dwa zaświadczenia wydane na nazwisko Ojca,  z których wynika, że student Piekarski złożył dwa  razy po 2 kg makulatury, a kwit należy zachować  do indeksu.  Wreszcie student uzyskał absolutorium, czyli  zdał wszystkie egzaminy. 4 lipca 1955 roku KUL  wydał mu Zaświadczenie nr 1728/55/NH, z którego  wynika, że Maciej Piekarski, s. Bronisława  urodzony 21 października 1932 roku w Warszawie  studiował od 1951/52 do 1954/55 na Katolickim  Uniwersytecie Lubelskim na Wydziale Nauk  Humanistycznych w zakresie historii sztuki i uzyskał  zaliczenie VIII semestru, czyli ostatniego,  gdyż wtedy studia trwały 4 lata.  To wtedy na postrzępionej kartce, na której  ołówkiem napisał: „Piekarski Maciej, proszę IV  rok hist. szt. o autografy” zebrał podpisy koleżeństwa,  z których dziś można odcyfrować tylko  niektóre nazwiska: Halina Teresa Zakrzewska,  Mieczysław Franciszek Radojewski, Halina Myszka, Maria Muszak, Teresa Fabijańska, Stanisław  Michalczuk, Krystyna Koziełło-Poklewska oraz  wymienieni już wcześniej Urszula Czartoryska  i Aleksander Ledóchowski.  Obronił pracę magisterską napisaną pod kierunkiem  wspomnianego już prof. Piotra Bohdziewicza  pod tytułem: Dwie konwie cynowe  – wrocławskiego cechu piekarzy z roku 1497 i wrocławskiego cechu powroźników z roku 1511,  a następnie wydano mu dyplom numer 1350,  co oznacza, że był 1350. absolwentem tej uczelni.  Przysłano mu go na adres warszawski wraz z zachowanym  w teczce pismem nr 775/56/NH z dn.  29 maja 1956 roku brzmiącym: „Odpowiadając  na pismo z dnia 25.V.br., Kancelaria Dziekanatu  Wydziału Nauk Humanistycznych Katolickiego  Uniwersytetu Lubelskiego przesyła w załączeniu  dyplom Pana wraz z 1-ną kopią”.  Praca została opublikowana w „Roczniku Humanistycznym  Towarzystwa Naukowego KUL”  pt. Konew wrocławskiego cechu piekarzy z roku  1497 i konew z wrocławskiego cechu powroźników  z roku 1511 na tle współczesnych form konwisarskich  Śląska[6]. Nie było to jednak proste,  a wiadomo o tym z zachowanych w teczce dokumentów,  wśród których są trzy niezwykle ciekawe  pisma. Pierwsze z nich to kopia listu wysłanego  przez Ojca do Dziekanatu w dn. 9 lipca 1956  roku, w którym prosi on o

(…) powiadomienie (…) o decyzji rady Wydziału Nauk  Humanistycznych w sprawie mego podania z dnia 17  maja 1956 r. dotyczącego zezwolenia mi na opublikowanie  drukiem mojej pracy magisterskiej (…) oraz w sprawie  wydania mi jednego egzemplarza maszynopisu pracy magisterskiej  i całego materiału ilustracyjnego do tejże pracy.  Kancelaria Wydziału Nauk Humanistycznych pismem  z dnia 23 maja 1956 r. L.DZ. 730/56/NH powiadomiła mnie,  że sprawa mojego podania będzie rozpatrywana w pierwszej połowie czerwca br. Uprzejmie proszę o nadesłanie  mi maszynopisu pracy i materiałów ilustracyjnych drogą  pocztową. Ewentualne koszta przesyłki (gdyby nadesłana  przeze mnie w dniu 17 maja suma okazała się niedostateczna)  pokryję przy odbiorze przesyłki.

zaswiadczenie

Fakt istnienia publikacji dowodzi, że Dziekanat  prośbę magistra Macieja Piekarskiego rozpatrzył  pozytywnie, ale… 3 maja 1957 roku Dziekanat wysłał  do Ojca pismo L.Dz.547/57/NH, w którym napisał:  „Dziekanat Wydziału Nauk Humanistycznych  KUL uprzejmie prosi o natychmiastowy  zwrot dokumentacji lustracyjnej Pana pracy magisterskiej,  którą zobowiązał się Pan zwrócić dnia  13.I.1957 r.”. Pod pismem podpisał się wówczas  jeszcze docent dr Zygmunt Sułowski (1920–1995).  W odpowiedzi na to pismo Ojciec 17 maja 1957  roku napisał: „Uprzejmie komunikuje, iż w obecnej  chwili nie mogę jeszcze nadesłać wymienionej  dokumentacji, gdyż jestem w toku opracowywanie  duplikatu wymienionej dokumentacji. Wobec  powyższego uprzejmie proszę łaskawie [o]  zezwolenie na zatrzymanie dokumentacji jeszcze  przez pewien okres czasu”. Jak długo to trwało  – nie wiadomo, ale więcej pism w tej sprawie  nie ma, zaś w domu w dokumentach po Ojcu zachowały  się fotografie konwi, które były przedmiotem  jego pracy magisterskiej. Z tyłu zdjęć widnieje  pieczątka: „fot. Maciej Piekarski”. Zapewne  więc rozliczył się z uczelnią z wypożyczonych  materiałów.  Myliłby się jednak każdy, kto by myślał, że to  wyczerpuje zawartość teczki pt. „PAPIERY UNIWERSYTECKIE,  DYPLOMY”. Zawiera ona jeszcze  zaproszenie na 40-lecie KUL, które miało miejsce  w dn. 20–21 września 1958, program obchodów,  list Prymasa Kardynała Stefana Wyszyńskiego,  ale i dokumentację przygotowawczą do tej uroczystości,  na którą składa się list komitetu organizacyjnego  zapraszający na spotkanie do Kazimierza  Dolnego, informacje dla uczestników obchodów  oraz późniejszą korespondencję z kolegami  ze studiów. Są to jednak dokumenty mówiące już  nie o życiu studenta, ale absolwenta, który po studiach  rozpoczął pracę w Muzeum Narodowym  w Warszawie pod dyrekcją prof. Stanisława Lorentza  (1899–1991).

autografy 1

A cały katalog w formacie PDF można pobrać ze strony: https://muzn.pl/wp-content/uploads/2026/08/katalog-Studenckie-czasy-internet-002.pdf

[1] Maciej Piekarski, Tak zapamiętałem, PIW, Warszawa 1979, s. 269.

[2] W Powstaniu brał udział także jego ojciec Bronisław Piekarski (1901−1960) ps. Omega, kwatermistrz w batalionie Oaza.

[3] Stefania z Ruszczykowskich Krosnowska, ps. Stenia, Bogda, Oborska (1913−1991). Od początku okupacji niemieckiej zaangażowana w działalność konspiracyjną w ramach Służby Zwycięstwu Polski (SZP), Związku Walki Zbrojnej (ZWZ) i Armii Krajowej. Była informatorką, sekretarką i łączniczką w grupie inżyniera chemika Henryka Zagrodzkiego ps. Łęski, Znicz, Magik (1908−1971), który był kierownikiem sieci terenowej na Generalne Gubernatorstwo, siatki ofensywnego wywiadu zachodniego o kryptonimie „Lombard”

[4] Piotr Jaroszyński, KUL w czasach PRL-u – kartka z historii, [w:] „Człowiek w Kulturze” 2009/2010, nr 21, s. 99−112.

[5] Rozmowa z dn. 27 września 2025 r.

[6] Z) i Armii Krajowej. Była informatorką, sekretarką i łączniczką w grupie inżyniera