Archiwa autora: Małgorzata Karolina Piekarska

O Małgorzata Karolina Piekarska

Za zawodu: dziennikarka i pisarka. Z zamiłowania: blogerka, varsavianista i genealog. Miłośniczka: książek, filmów, gier planszowych, kart do gry, jamników i miodu...

Czy pradziadek był naciągaczem i oszustem?

Dzięki Polonie w gazecie “Dzień dobry” znalazłam osobliwy artykuł, którego negatywnym bohaterem jest mój pradziadek Ludwik Piekarski. W domu mówiło się, że był inżynierem wodociągowcem. Był członkiem wielu towarzystw i stowarzyszeń, dowborczykiem itd. Czy możliwe jednak jest, że nie miał tytułu inżyniera i posługiwał się nim bezprawnie? Wiele informacji podanych w artykule się zgadza. Pradziadek był synem kowala i mógł być najpierw czeladnikiem swojego ojca. Na pewno ok. 1906 roku wyjechał z rodziną w głąb Rosji. Podobno kanalizować Lwów, Kijów, a następnie Tyflis i Baku. Na pewno organizował wystawę sanitarną we Lwowie. Na wschodzie działał w całej masie towarzystw polonijnych na co są dowody w postaci wielu publikowanych na tym portalu dokumentów. Po powrocie do Polski stanął na czele Polskiego Instytutu Wodociągowo-Kanalizacyjnego, na co też są dowody m.in. w postaci jego publikacji. Wydawał pisma branżowe. W okresie II RP otrzymał wiele państwowych odznaczeń. Może więc to pomówienia? I próba zrzucenia winy na człowieka, który wyjechał z kraju? Ale może jednak był on kombinatorem? Teraz uświadomiłam sobie, że nie znalazłam nigdzie potwierdzenia jego inżynierskiego tytułu, ale przecież nie wszystkie dokumenty się u mnie zachowały. Nie wiem też gdzie się uczył. Są natomiast w domu weksle, które już tu publikowałam, a z których wynika, że jego ojciec ciągle pożyczał mu pieniądze. Przyłapałam też pradziadka na posługiwaniu się herbem “Rola”, a do tej pory nie znalazłam potwierdzenia, by był herbowy. Jaka jest więc prawda?

Oto artykuł z “Dzień dobry” z 16 marca 1906 roku. Pradziadek ma już trzech synów.

Nowy sposób naciągania

We wszystkich pismach codziennych przed kilku dniami ukazał się list jednego z adwokatów przysięgłych wypierającego się wszelkiego pokrewieństwa i znajomości z niejakim sobie zwącym się szumnie inżynierem Ludwikiem Piekarskim. Dzieje tego człowieka, a właściwie czyny jego w ostatnich czasach tworzyć mogą pokaźny przyczynek, rzucający jaskrawe światło na działalność naszych rozmaitego rodzaju komitetów, mających rzekomo nieść pomoc obywatelską. Skutkiem kryzysu fabrycznego, obecnie przeżywanego, ludzie dobrej woli zamierzali nieść pomoc zostającym bez pracy robotnikom. Wśród powodzi komitetów, które, w tym celu wyłoniły się z różnych instytucji, sekcja rzemieślnicza, istniejąca przy tutejszym oddziale Tow. popierania przemysłu i handlu, utworzyła doraźny komitet niosący pomoc zostającym bez pracy rzemieślnikom i robotnikom. Sekretarzem i kasjerem tego komitetu został p. Ludwik Piekarski, właściwie czeladnik kowalski, który jednak mając wyższe aspiracje, a niemogąc poszczycić się świadectwami szkolnemi zaczął dla powagi używać tytułu inżynierskiego. W ogóle zaznaczyć należy, że osobistość ta, właściwie nie mająca ściśle określonego zajęcia, umiała wkręcić się w sfery rzemieślnicze, a mając pewien tupet i dar wymowy, umiała sobie wśród naszych rzemieślników nadać pewien ton. Nic więc, dziwnego, że po kilkudziesiątletniej owocnej pracy redaktora Józefa Rzędkowskiego, „Gazeta rzemieślnicza” straciła wydawcę i grono rzemieślników oddało wydawnictwo tej gazety Piekarskiemu, Nowy wydawca wziął się bardzo energicznie po swojemu do pracy. Na okładkach gazety rzemieślniczej polecił wydawca wydrukować szereg nazwisk zamożniejszych rzemieślników i przemysłowców naszego miasta, poczem za ten „zaszczyt” figurowania na okładkach zbierał pieniądze od umieszczonych tam osób. Ponieważ w ogóle p. Piekarski miał wstręt do wszelkiego rodzaju pisania rachunków, ściśle określić wyłudzonej stąd sumy nie można, sądząc jednak z ujawnionych faktów suma ta musi być dziś pokaźną. Tego rodzaju „praca” wydawnicza nie przeszkadzała p. Piekarskiemu zająć się jak to już wyżej zaznaczyliśmy, kasjerstwem komitetu dla pozbawionych pracy rzemieślników i robotników; W tej „branży” praca wydawcy również niezbyt odbiegała od poprzedniego szablonu i przeważnie polegała na inkasowaniu pieniędzy i ofiar. Dopiero gdy mimo pokaźnych wpływów komitet zauważył, że nigdzie’ pieniędzy tych nie znać, oraz gdy dobroczyńcy Warszawy doszli do przekonania, że rozbicie akcji niosącej ratunek bez pracy pozostającym robotnikom na nieskończenie wielką liczbę samodzielnych komitecików jest bezcelowe — postanowiono od pana kasjera żądać rachunków. Dziwnym zbiegiem okoliczności na posiedzenie komitetu kasjer się nie stawił. Mimo to postanowiono: zebrać się z komitetem w Stowarzyszeniu techników. Wtedy kasjer widząc, że nowy komitet, zażąda rachunków, uznał za korzystniejsze szukać spokoju dla „skołatanych nerwów” za granicą, i zniszczywszy wszystkie książki śladem defraudantów uciekł za granicę państwa. Sprawa poszła zwykłem tropem. Instytucja, niosąca pomoc zostającym bez pracy, rzemieślnikom i robotnikom, nie chcąc gubić człowieka sprawę tę po cichu załatwić chciała, pragnąc zaznaczyć swój humanitarny, kierunek społeczny. Mimo to jednak sprawa ta wydostała się na forum ogólne przed członków sekcji rzemieślniczej i stąd też wywołała protest jednego z adwokatów.

Akt ślubu dziadków siostry Jany

Zofia Brudzińska, która jako niewidoma zakonnica Franciszkanka Służebnica Krzyża przybrała zakonne imię Jana, była moją stryjeczno-cioteczną babką. Jej mama Maria z Piekarskich była rodzoną siostrą mojego pradziadka Ludwika Rocha Piekarskiego. Oto akt ślubu jej dziadków. Józefa Brudzińskiego i Antoniny z Bielickich. Antonina była wtedy wdową po Sewerynie Świderskim. W wianie wniosła córkę Ludwikę, która później pomagała w wychowaniu małej Zosi. Przez lata mówiło się, że była siostrą jej ojca. Teraz z dokumentów dowiaduję się, że była… siostrą przyrodnią. Była bowiem córką jego matki z pierwszego małżeństwa.

Szwagier pradziadka Ludwika poprzez prasę informuje gdzie przebywa

Leon Fulgencjusz Brudziński był szwagrem mojego pradziadka Ludwika, gdyż ożenił się z jego jedyną siostrą Marią Piekarską. Miał z nią córkę Zofię, która została zakonnicą Franciszkanką Służebnicą Krzyża oraz syna Jana. Był ślusarzem. Dzięki Polonie w “Gazecie Polskiej” znalazłam informację o jego pobycie po wywiezieniu wraz z córką, synem i siostrą Ludwiką Świderską wgłąb Rosji.

Korespondentom naszym oraz pisma, do których niniejszy numer „Gazety Polskiej” dojdzie, prosimy o powtórzenie, że następujące rodziny podają o sobie wiadomość swoim krewnym i znajomym i proszą ich o wiadomości o sobie: (…) Bracia Teofil i Sylwester ŻELECHOWSCY i Franus Kępiński na swoich posadach Moskwa, Solanka, Mały Iwanowski 11 m. 14. Ignacy i Karola z Żelechowskich Buczyńscy z synami w Charkowie, Edward Kosman w Orszy, Gabryjel Wasilowski z Longinem Bazarskim w Miascy; Leon Brudziński w Samarze, Zosia nauczycielką z ciotką w Sergijewsku, Aleksander Żelechowski, Frankowie Wierzejski z Alinką, doktor Wanowski, Władysław Lewandowski, Jasio Brudziński wszyscy w armji czynnej, zdrowi.

Szwagier pradziadka Ludwika szuka uczniów

Leon Fulgencjusz Brudziński był szwagrem mojego pradziadka Ludwika, gdyż ożenił się z jego jedyną siostrą Marią Piekarską. Miał z nią córkę Zofię, która została zakonnicą Franciszkanką Służebnicą Krzyża oraz syna Jana. Był ślusarzem. Dzięki Polonie w jednej z gazet znalazłam jego ogłoszenie, kiedy szukał uczniów i pracowników.

Szwagier pradziadka Ludwika członkiem “komisji szkolnej sekcji rzemieślniczej”

Leon Fulgencjusz Brudziński był szwagrem mojego pradziadka Ludwika, gdyż ożenił się z jego jedyną siostrą Marią Piekarską. Miał z nią córkę Zofię, która została zakonnicą Franciszkanką Służebnicą Krzyża oraz syna Jana. Był ślusarzem. Dzięki Polonie w jednej z gazet znalazłam informację, że został członkiem “komisji szkolnej sekcji rzemieślniczej”

W gazecie napisano bowiem, że:

= Szkoły rzemieślnicze wieczorne.
Jak donosiliśmy, komisja szkolna sekcji rzemieślniczej rozwinęła energiczną działalność, aby doprowadzić do skutku projekt założenia szeregu szkół rzemieślniczych wieczornych. Nie mogła ona przecież podołać swemu zadaniu, połączonemu z ogromem pracy, składała się bowiem zaledwie z trzech członków.
Z tego powodu zaproszeni zostali do jej składu pp.: A dam Nagalski, Stanisław i Aleksander Oraczewscy, Konstanty Dzięgielewski, Bronisław Weber, Franciszek Rośniewski, Leon Brudziński, Marceli Nowakowski i Józef Trojanowski. Prezydjum jej tworzą pierwotni członkowie pp: M. Osmala (przewodniczący), Wędrychowski (jego zastępca) i St. Lipczyński (sekretarz).

Szwagier pradziadka Ludwika daje ogłoszenie w prasie

Leon Fulgencjusz Brudziński był szwagrem mojego pradziadka Ludwika, gdyż ożenił się z jego jedyną siostrą Marią Piekarską. Miał z nią córkę Zofię, która została zakonnicą Franciszkanką Służebnicą Krzyża oraz syna Jana. Był ślusarzem. Dzięki Polonie w jednej z gazet znalazłam jego ogłoszenie (w piśmie “Słowo”). W ciągu dwóch lat zamieścił tam tych ogłoszeń ponad 10…