Archiwa tagu: Leokadia Karolina Adamska

W majowym numerze More Maiorum

Dokumenty tożsamości źródłem wiedzy o przodkach i historii

Dziś, gdy w związku z ustawą o ochronie danych osobowych nasze dokumenty zawierają coraz mniej wiedzy o nas samych z ogromnym sentymentem spoglądamy w te dawne dowody tożsamości. Ileż w nich ciekawych informacji?

Nos, usta i znaki szczególne

Najstarszym dokumentem tożsamości w moich rodzinnych zbiorach jest wydana w 1867 roku książeczka legitymacyjna m.st. Warszawy mojej praprababci Julianny ze Stalskich Piekarskiej. To dokument, w którym są nie tylko suche fakty, jak imię i nazwisko, data i miejsce urodzenia oraz adres zamieszkania, ale… podane jest też wyznanie, stan społeczny, sposób do życia, czyli zawód oraz… opis postaci. Wiem więc (bez zaglądania do metryk), że praprababcia była mieszczanką, żyjącą przy mężu katoliczką, zamieszkałą w Warszawie przy ulicy Podwale 500c, wzrostu średniego, twarzy okrągłej, włosów ciemny blond, oczu piwnych, nosa i ust miernych i bez znaków szczególnych. Dokładny opis postaci podawany był dlatego, że fotografia nie była jeszcze wtedy rozpowszechniona. Julianny ze Stalskich Piekarskiej zachowało się zresztą tylko jedno zdjęcie.

Wykształcenie, służba wojskowa i rodzina…

Wydany w 1906 roku paszport mojego pradziadka Ludwika Rocha Michajłowicza (czyli syna Michała) Piekarskiego również nie zawiera jego zdjęcia. Jest w nim natomiast masa ciekawych informacji. Wiemy, że właściciel jest wyznania katolickiego żonatym inżynierem z Warszawy. Dokument wydano mu na podstawie księgi meldunkowej warszawskiego domu nr 500c (wspomniana wyżej ul. Podwale). W 1890 roku był na szkoleniu wojskowym. W 1901 w Warszawie uzyskał tytuł inżyniera, ma troje dzieci Bronisława, Czesława i Zbigniewa, a jego żoną jest Zofia Konstancja z Ruszczykowskich.

Miejsce pracy i podróże…

Z kolei dokument tożsamości mojego drugiego pradziadka Antoniego Adamskiego wydany został w 1910 roku przez… jego zakład pracy, czyli Kolej Nadwiślańską. Zawiera już zdjęcie właściciela, więc nie ma w nim opisu postaci, ale są inne nie mniej ciekawe informacje. To dzięki temu dokumentowi wiem, gdzie pradziadek pracował, a nawet jakie było jego stanowisko. Otóż był pomocnikiem maszynisty. Wiem, że z tym dokumentem w 1913 roku pojechał do leżącego za Uralem w Baszkirii sanatorium gruźliczego w Szafranowie, bo było to sanatorium dla kolejarzy. Dokument ważny był do 13 lutego 1913 roku, ale ręcznie przedłużono jego ważność aż do sierpnia 1916 roku.

Przynależność państwowa?

Wydany dosłownie chwilę później, bo w 1916 roku przez władze niemieckie podczas ich okupacji w Warszawie dwujęzyczny, bo polsko-niemiecki paszport nr 145006 mojego prapradziadka Michała Piekarskiego (również z jego zdjęciem) zawiera informacje o wieku (75 lat), wyglądzie (wzrost średni, oczy niebieskie), zawodzie (kowal), adresie w Warszawie: Chmielna 94 (podano nawet informację, że jest właścicielem domu), ale też przynależności państwowej… rosyjskiej. Cóż, Polski nie było jeszcze na mapie, a narodowości do dokumentów najwyraźniej nie wpisywano.

A w czasach wojennej zawieruchy…

Osobliwe informacje zawiera wydany w 1921 roku paszport mojego dziadka Bronisława Piekarskiego. Dokument został wydany po wojnie polsko-bolszewickiej w Baku, w którym w 1920 roku tenże dziadek (wraz ze swoim ojcem) byli aresztowani przez władze bolszewickie jako polscy zakładnicy i osadzeni w więzieniu. To z Baku w Azerbejdżanie do Polski wracał znany z „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego Cezary Baryka. Wtedy w Baku obowiązki konsula polskiego pełnił… konsul perski. Mój dziadek, jak Cezary Baryka wracał do Polski z paszportem, w którym po rosyjsku napisano:

„Komitet do spraw reemigracji obywateli Polski w mieście Baku stwierdza, że Bronisław Michał (dwojga imion) Ludwikowicz-Rochowicz Piekarski urodzony 30 października 1901 roku przypisany jest do ksiąg obywatelskich miasta Warszawy, wyznania rzymsko-katolickiego i niewątpliwie jest obywatelem Republiki Polskiej, Perski konsulat stwierdza autentyczność podpisu przedstawiciela i sekretarza Komitetu do spraw reemigracji obywateli Polski, a także zgodność zdjęcia i podpisu obywatela Polskiej Republiki Bronisława Piekarskiego.”
10 lipca 1921.  

Tak więc w dokumencie zawarto oba imiona właściciela oraz oba imiona jego ojca. Jest też informacja o tym, kiedy i gdzie się urodził, jakiego miasta jest obywatelem i jakie jest jego wyznanie.

Tuż po wojnie, czyli analfabetyzm…

Po I wojnie światowej w dokumentach było całkiem sporo informacji o ich właścicielach. Na przykład wydany 13 sierpnia 1924 roku dowód osobisty mojej prababci Leokadii Karoliny Adamskiej zawiera jej zdjęcie, informuje o tym, że jest ona córką Władysława i Anny, ale nie podaje jej panieńskiego nazwiska (Przybytkowska). Mówi za to, że właścicielka umie czytać i pisać. Ten punkt uświadamia nam, że nie była to wtedy umiejętność powszechna. Z dowodu wiemy też, że prababcia mieszka w Warszawie na ul. Puławskiej 26 i jest wdową. Dokument podaje, że stwierdzono to na podstawie księgi meldunkowej i aktu zgonu męża.

Dowód informuje, że prababcia jest wyznania rzymsko-katolickiego, co dla mnie jest o tyle ciekawe, że urodziła się jako… luteranka. Zapis w dokumencie to pisemny dowód na to, że wychodząc za mąż oficjalnie zmieniła wyznanie, choć wiem, że do końca życia jeździła na msze do zboru. Wydany w tym samym roku 25 czerwca 1924 dowód osobisty jej zięcia, a mojego dziadka Bronisława Piekarskiego podaje informacje, których nie ma w dowodzie prababci, co związane jest z… płcią. Z dowodu dziadka wiem jaki jest jego stosunek do wojskowości. Wpisano bowiem: „Karta odroczenia.” A ponieważ w jednej z kolejnych rubryk wpisano, że wydano dziadkowi paszport zagraniczny i podana jest data wydania 13 marca 1930 rok, więc wnioskuję, że dziadek nie zmienił dowodu żeniąc się z moją babcią Janiną z Adamskich.

Osobne paszporty na każdy wyjazd

Paszporty zagraniczne z okresu XX-lecia między wojennego to też ciekawa lektura. Wynika z niej, że do każdego kraju obowiązywał inny paszport. Pradziadek Ludwik Piekarski wyjeżdżał np. do Belgii, Francji i Niemiec. Na co zezwalał mu paszport nr 610418 wydany 6 grudnia 1928 roku przez starostę grodzkiego Warszawa-Południe Jana Książaka i ważny do 6 lutego 1929 roku. Paszport był bezpłatny, bo służbowy. Wbito w niego pieczątkę, że należy go zwrócić zaraz po wykorzystaniu władzom, które go wydały. Sporo w nim wiz służbowych, które po jakimś czasie były anulowane. Pradziadek jeździł tam koleją, zachowały się bowiem pieczątki kolejowych kontroli granicznych na dworcu w Zbąszyniu. Pierwszy raz wyjechał pradziadek 12 grudnia a wrócił 21 grudnia 1928. Potem wyjechał 18 lipca 1929 roku. Dlatego ważność paszportu została przedłużona. Rok później (13 marca 1930 roku) starosta grodzki Warszawa-Południe Jan Książak wydał pradziadkowi Ludwikowi kolejny paszport nr 876771 ważny do 13 kwietnia 1930 roku. Tym razem na podróż do Czechosłowacji. Co ciekawe tam pradziadek udał się samolotem, gdyż pieczęć kontroli granicznej jest z 15 marca 1930 roku z lotniska. Udał się zresztą nie sam, ale w towarzystwie najstarszego syna, czyli mojego dziadka – Bronisława Piekarskiego, bo o tym mówi dziadkowy paszport nr 877210, w którym są takie same pieczęcie kontroli granicznej i z tego samego dnia. Czemu pradziadek i dziadek nie zwrócili paszportów? Tego nie dowiem się już nigdy.

Rodzina, rany i… Katyń

Informacje o przodkach to nie tylko dowody i paszporty, bo ciekawe rzeczy zawiera książeczka wojskowa mojego dziadka Juliana Steca. Książeczka informuje, że dziadek Julian Stec urodzony w województwie lubelskim, 11 lutego 1886 roku jako syn Józefa i Anny, którzy oboje nie żyją, jest wyznania rzymsko-katolickiego, żonaty z Konstancją Kurzyńską, z którą ślub zawarł w 1923 roku i w razie ciężkiego wypadku należy ją o tym zawiadamiać. Dziadek jest plutonowym. Walczył w 1914 roku w Austrii, na froncie był w 3 pułku huzarów. Od 1920 roku był w podkarpackim pułku strzelców konnych. Był dwa razy ranny. Pierwszy raz w 1915 pod Gorlicami, a drugi w 1920 pod Hodorowem i przebywał w szpitalu we Lwowie. Do polskiego wojska zgłosił się 7 marca 1920 roku w Zamościu, wcielony został do niego 30 czerwca 1920 roku. 29 listopada 1920 roku został urlopowany bezterminowo. 7 marca 1923 roku przeniesiony do rezerwy, a 31 grudnia 1926 do pospolitego ruszenia. W książeczce podpisali się mjr Bronisław Balcewicz dowódca PKU w Zamościu i kpt. Michał Podlewski dowódca PKU w Chełmie. Obaj w 1940 roku zostali zamordowani w Charkowie i znajdują się na liście katyńskiej.

Co po nas zostanie?

Powojenne dowody jeszcze w latach 50-tych i 60-tych oprócz daty i miejsca urodzenia czy danych o rodzicach zawierały informacje o zawodzie właściciela. Potem tych informacji było coraz mniej. Dziś wszystko poza nazwiskiem jest skryte pod numerem PESEL, bo obecne dokumenty, choć zawierają wiedzę o ich właścicielach, nie jest ona jawna dla każdego. Dlatego nie wiem, co na ich podstawie będą o nas wiedzieć nasze wnuki, ale cóż… dzisiejsza ochrona danych osobowych ma swoje wady. Zwłaszcza dla genealogów.


Powyższy tekst ukazał się w majowym numerze bezpłatnego magazynu genealogicznego “More Maiorum”, który można pobrać tutaj.

Jakie informacje o przodkach znajdziesz w dawnych dowodach tożsamości? [majowy numer More Maiorum]

Udostępnij na:

Prababcia Karolcia w łódce

Tę fotografię mam od dawna i zapomniałam ją tu zamieścić. To prababcia Karolcia w łódce.

karolka-w-lodce

Zdjęcie zrobione najpewniej tego samego dnia, co ta fotografia pradziadka Antoniego z “gnijącego albumu”

48

Jest też możliwe, że powstało wtedy, co to zdjęcie pradziadka z “gnijącego albumu”. Byłyby więc te cztery osoby dwiema parami. Najpewniej to zdjęcie na dole robiła moja prababcia. być może właścicielem aparatu był mężczyzna ze zdjęcia. Może to Janek Orlicki. Może Władysław Węgierkiewicz.

43

Udostępnij na:

List babci Janki do matki

Babcia Janka była bardzo związana ze swoją mamą – prababcią Karolcią. Oto jeden z jej listów do matki. Rzadkość, bo właściwie całe życie mieszkały razem i się niemal nie rozstawały

list janki1 list janki2

Udostępnij na:

Czterdzieste siódme zdjęcie z gnijącego albumu

“Gnijący album”. Tak nazwałam pokryty pleśnią fotograficzny album leżący na strychu. Są w nim na pewno fotografie rodzinne. Niestety nie jestem w stanie rozpoznać wszystkich osób i wszystkich miejsc, w których zostały wykonane. Liczę na pomoc czytelników.

Oto czterdziesta siódma fotografia. Zdjęcia pochodzą z okresu mniej więcej 1912-1915.

47

W ogrodzie przy Walecznych 37 U góry z lewej prababcia Kkarolcia. Przed nią siedzi Leonid Piasecki. Reszty nie rozpoznaję.

Udostępnij na:

Czterdzieste szóste zdjęcie z gnijącego albumu

“Gnijący album”. Tak nazwałam pokryty pleśnią fotograficzny album leżący na strychu. Są w nim na pewno fotografie rodzinne. Niestety nie jestem w stanie rozpoznać wszystkich osób i wszystkich miejsc, w których zostały wykonane. Liczę na pomoc czytelników.

Oto czterdziesta szósta fotografia w dwóch wariantach, bo były jej aż dwie odbitki. Zdjęcia pochodzą z okresu mniej więcej 1912-1915.

46 51

Prawdopodobnie jest to prababcia Karolcia, czyli Leokadia Karolina z Przybytkowskich Adamska, ale głowy nie daję.

Udostępnij na:

Czterdzieste piąte zdjęcie z gnijącego albumu

“Gnijący album”. Tak nazwałam pokryty pleśnią fotograficzny album leżący na strychu. Są w nim na pewno fotografie rodzinne. Niestety nie jestem w stanie rozpoznać wszystkich osób i wszystkich miejsc, w których zostały wykonane. Liczę na pomoc czytelników.

Oto czterdziesta piąta fotografia. Zdjęcia pochodzą z okresu mniej więcej 1912-1915.

45

Na kupie siana od lewej niezidentyfikowana siostra prababci Karolci. Pradziadek Antoni, niezidentyfikowany kuzyn, prababcia Karolcia.

Udostępnij na:

Czterdzieste czwarte zdjęcie z gnijącego albumu

“Gnijący album”. Tak nazwałam pokryty pleśnią fotograficzny album leżący na strychu. Są w nim na pewno fotografie rodzinne. Niestety nie jestem w stanie rozpoznać wszystkich osób i wszystkich miejsc, w których zostały wykonane. Liczę na pomoc czytelników.

Oto czterdziesta czwarta fotografia. Zdjęcia pochodzą z okresu mniej więcej 1912-1915.

44

Prababcia karolcia gdzieś nad jakąś odnogą Wisły.

Udostępnij na:

Z Warszawy nad Jenisiej

W październikowym numerze miesięcznika “Stolica” ukazał się mój artykuł poświęcony historii Leonida Piaseckiego – kuzyna mojej praprababci. W miesięczniku z przyczyn technicznych skrócono go do trzech stron. Tu pełna wersja.

stolica-10-2015 stolica-10-2015 s3

Czasem jedna fotografia, jeden list, jeden dokument wystarczy, by stać się wehikułem czasu. Może nas przenieść do świata, którego już nie ma i w miejsca, które dziś wyglądają zupełnie inaczej. Mnie przeniosła do Warszawy sprzed stu lat i nad Jenisiej do krasnojarskiego kraju. A zaczęło się niewinnie. Od spektaklu…

Często zastanawiałam się, kto zamieszkiwał Warszawę sto lat temu? Wśród Warszawiaków było sporo Rosjan. Czy nam się to dziś podoba czy nie, Warszawa była miastem należącym politycznie do carskiej Rosji. Choć po powstaniu styczniowym zlikwidowano polskie szkoły, a w urzędach obowiązywał język rosyjski, nadal ukazywały się polskojęzyczne gazety i książki, choć na każdej była adnotacja o tym, że „dozwoleno cenzuroju”. Mieszkańcy Warszawy musieli znać jako tako rosyjski, by móc porozumiewać się z carskimi urzędnikami. Nie brakło też wśród Warszawiaków mieszanych małżeństw polsko-rosyjskich, bo choć prawdziwy patriota czy patriotka, powinni być nieczuli na wdzięki płci przeciwnej narodu okupanta, to jednak serce nie sługa…

Wśród moich przodków, z Rosjanką ożenił się brat prababci Zofii z Ruszczykowskich Piekarskiej – Kazimierz Ruszczykowski. Jego rodzice, a moi prapradziadkowie, Bronisław Franciszek Ksawery Ruszczykowski i Stanisława Anna Sabina z Gorczyckich odwrócili się od niego. Uznali to małżeństwo za zdradę ojczyzny i nie chcieli nigdy widywać w swoich progach zdrajcy narodu.

Z kolei Maria Szenk, córka Eufrozyny Jops i Michała Szenka, czyli moich pięć razy pra, (rodzona siostra Karoliny Szenk mojej cztery razy pra), wyszła w połowie XIX wieku za asesora szpitala kolegialnego wojskowego, Żernoklejewa. Był Rosjaninem, a ona z miłości do niego z luteranizmu przeszła na prawosławie. W tym duchu wychowała swoje dzieci, wśród których były cztery córki i dwóch synów. Nikt z rodziny nie powiedział jej na ten temat złego słowa. Zresztą… córka Halina wyszła potem za mąż za Polaka o nazwisku Piasecki, a imieniu Józef, więc potomkowie jakby wrócili do korzeni. Cały czas zamieszkując zresztą Saską Kępę.

Zaczęło się od spektaklu

karolka-z-jankaW 2013 roku przygotowywaliśmy wraz z aktorem Zacharjaszem Muszyńskim i reżyserką Małgorzatą Szyszką spektakl „Listy do Skręcipitki” oparty o napisane sto lat temu (1913-1918) listy mojego pradziadka Antoniego Adamskiego do, zwanej Karolcią, prababci Leokadii Karoliny z Przybytkowskich. Bohaterem spektaklu, (który co jakiś czas jest grany) jest mój pradziadek – warszawski kolejarz, wysłany przez lekarzy do leżącego za Uralem Szafranowa, w którym mieści się sanatorium gdzie leczą gruźlicę. W 1914 roku przychodzi do żony jego ostatni list z Szafranowa. W nim informacja, że wraca, ale… nadawca nie dociera jednak do Warszawy. Wybucha pierwsza wojna światowa i rewolucja. Z opowieści rodzinnych pamiętałam, że prababcia przez jakiś czas myślała, że jest wdową. Następny list od męża dostała bowiem dopiero w 1918 roku. A w nim informacja, że mąż jest już bardzo chory i gdy wróci to „pociechy ze mnie mieć nie będziecie (…) głównie cieszę się tym, że zobaczę Warszawę, Wisłę, Kępę.”

Fotografia z dziwnymi listami

piaseckiWraz z przygotowaniami do spektaklu powstawała internetowa strona projektu, na której publikowaliśmy rzeczy związane z bohaterami monodramu – oprócz listów stanowiących podstawę scenariusza, także świadectwa urodzenia, fotografie i dokumenty. Wśród nich znalazła się zawartość koperty, którą tak, jak i inne pamiątki, wyjęłam z domowego archiwum. Koperta nosiła tytuł: „Leonid Piasecki – junkier kijowskiej roty”. W środku była fotografia młodego, przystojnego człowieka, ze zgrabnym krótkim wąsem. Miał niezwykle szlachetne rysy twarzy, wskazujące ambitnego i pełnego nadziei na lepsze jutro młodzieńca. Wraz z fotografią w kopercie były zapisana na odwrocie pocztówka i list. Znałam to od dzieciństwa, ale nigdy nie odczytałam pocztówki ani listu, bo kiedyś wydawało mi się, że to w jakimś obcym języku. Przy okazji spektaklu zawzięłam się, by odcyfrować tę korespondencję. Nie było łatwo… pomogło dopiero głośne czytanie. Treść była bowiem napisana łacińskim alfabetem, ale tak, jak Rosjanie zapisują rosyjski.

piasecki_list1 piasecki_list1b piasecki_list2 piasecki_list2b

Były więc to kompletnie pomieszane języki. Z treści pocztówki i listu wynikało, że kiedy pradziadek nie dawał znaku życia, w prababci zakochał się nadawca tych listów Leonid Piasecki – żołnierz carskiej armii. Musiał szaleńczo ją kochać pisał bowiem: „Twój głos brzmi w moich uszach, obraz twój zawsze przede mną. Straszny dla mnie czas. Tak przykro (w oryg. pchikro) nie było nigdy. (…) Kochana, złota Karolciu co ze mną będzie? Łzy u mnie na oczach. To co dałaś mi przeczytać na karteczce przed odjazdem pociągu nie daje mi spokoju. Rozpacz mnie ogarnia. Nie mogę sobie znaleźć miejsca w wagonie (…) Napisze więcej z Kijowa. Napisz mi, czy zrozumiałaś coś z listu?”. Czyli autor zdawał sobie sprawę z tego, że trudno będzie odczytać jego słowa. W następnym liście pisze: „Wstyd mi, że nie umiem dobrze pisać po polsku.” Skoro mu wstyd, to musiał być Polakiem, ale być może trochę zrusyfikowanym. Może to syn tego Piaseckiego, który ożenił się Heleną – córką Marii z Szenków Żernoklejewowej? List jest rozpaczliwy. Leonid pisze: „Moja droga jakbyś wiedziała co ze mną dzieje się (w oryg. deeche). Zostały się jedno wspomnienie o Kempę, no w myślach i sercu jedna tylko ty. Niedobrze jest mi tak daleko od ciebie, tak smutno (…) Dobrze jest mi tylko w nocy, kiedy nikt nie widzi mojej rozpaczy i łzy mogą same płynąć. Każdego dnia patrzę na Twoją fotografię, przyciskam do serca i czuję, że jesteś mi bliska. Tak mi jest niedobrze, jak nie było nigdy. Nie opiszę na papierze wszystkiego, co w sercu. Jedno mnie pociesza, że zobaczymy się. Nie na zawsze mnie wysłali tak daleko od Ciebie. Nie zapomnij moja złota Karolciu, że gdzieś daleko jest Twój Lenia, który cię kocha aż po sam grób. (…) Boję się co będzie, żeby prędzej się zobaczyć i złączyć w jedną radość i jedną rozpacz. Proszę cię moja kochana nie rozpaczaj, nie płacz, nie marnuj się. Modlę się do Boga by pomógł nam i by nas złączył. Oh! Nie mogę więcej o tym pisać. Módl się za mnie, a ja modlę się (w oryg. modleche) za Ciebie. Bóg nam pomoże. (…) Chciałem jedno napisać, ale boję się. Nie gniewaj się. Przyjadę. Powiem. Pocałuj Janinkę ode mnie.” Janinka to moja babcia (Janina z Adamskich Piekarska). Skoro Piasecki pisał o Janince musiał ją znać i wiedzieć, że prababcia miała męża. Skoro mimo tego pisał o miłości do Karolci, znaczy wszyscy byli przekonani, że to wdowa. Co prababcia napisała na karteczce, z której on nie zrozumiał ostatniego słowa? Dziś już się nie dowiem. Na końcu listu były jedyne słowa napisane cyrylicą. To jego kijowski adres: „КіевъКіевскоевоенноеучилище. Юнкеру1ротыЛеониду JосифовичуПясецкому”. Cała nasza pracująca nad spektaklem trójka, często rozmawiała o tych dwóch listach. Nie znalazły się w spektaklu, bo nie pasowały do monodramu, ale… postanowiliśmy je, jako „Sprawę Leonida Piaseckiego”, a co za tym idzie wielką ciekawostkę językową, włączyć do programu teatralnego i to w oryginalnej pisowni. Z rozmów z językoznawcami wiem, że tak poczynione zapiski są dla wielu z nich cennym źródłem wiedzy. W naszych rozważaniach o dalszych losach Piaseckiego byliśmy zgodni co do jednego. Musiał zginąć albo w czasie I-szej wojny światowej albo w czasie rewolucji październikowej, gdyż niemożliwe jest, by mężczyzna, który tak kochał kobietę, więcej się do niej nie odezwał.

Wywołuję ducha

img129Na początku 2014 roku siadłam do pisania książki o nowych legendach warszawskich. Dostałam na nią stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Każda dzielnica będzie miała legendę mojego autorstwa, w której są prawdziwe, historyczne miejsca i prawdziwe postaci tu kiedyś żyjące. Chcę pokazać miasto, jako żywy organizm, z ludźmi, którzy kiedyś chodzili jego ulicami, a których duchy z różnych powodów nie chcą tych ulic, skwerów, placów czy cmentarzy opuścić. Cały czas mają tu swoje sprawy do załatwienia. Legendę Pragi Południe postanowiłam zaczepić w 1916 roku, kiedy to wycofujące się wojska rosyjskie wysadzają w powietrze dwa przęsła mostu poniatowskiego. Może dokonuje tego Leonid Piasecki? W końcu był w carskiej armii. W legendzie jest więc most, ale i dom praprababci, w którym wtedy mieszkała moja prababcia z córką Janinką. To stojący po dziś dzień przy Walecznych 37 drewniany, najstarszy dom Saskiej Kępy. Miałam jednak pewien „twórczy” problem… czemu duch Piaseckiego pojawia się dziś w Warszawie? Siedząc nad tekstem wpisałam w google jego dane, ale cyrylicą. Wyskoczył mi jeden dokument, od którego serce zaczęło bić niezwykle mocno, bo towarzyszyła dokumentowi fotografia. Na niej znajoma twarz, ale trochę starsza. Te same brwi, te same uszy, te same oczy i tylko spojrzenie smutne. Strona nazywa się „MEMORIAL” i jest poświęcona wszystkim, którzy kiedykolwiek zostali zesłani do sowieckich łagrów. Pół nocy porównywałam obie fotografie. Patrząc na nie powoli przestawałam mieć wątpliwości. To był „nasz” Piasecki. Z dokumentów wynikało, że urodził się w 1890 roku w Warszawie, jako Polak, syn Józefa. W latach 20-tych mieszkał w Jenisiejsku. Później został mianowany szefem biura transportu w obszarze operacyjnym GUSMP (główna dyrekcja północno-morskiej floty) w porcie Igarka. W listopadzie 1937 roku został aresztowany i skazany z trzech paragrafów na 10 lat łagrów. Jeden z zarzutów brzmiał: „przynależność do oficerskiego spisku powstańczego”. Był w obozie inwalidów w Kaczy. Został zwolniony w 1946 roku. Po zwolnieniu pracował w Jenisiejsku. Za życia nie został zrehabilitowany. To dokonało się dopiero w październiku 1989 roku na wniosek jego córki – Mai Leonidowny Karadinoj.

Nadchodzi rehabilitacja

Nagle wszystko ułożyło mi się w całość. Zrozumiałam czemu nie pisał do prababci… Przecież skoro listy pradziadka Antoniego pisane z leżącej niedaleko od Moskwy Kaługi, do której w pewnym momencie trafił, nie dochodziły do Warszawy, to jak mogły dotrzeć z… dalekiego Jenisiejska? Zrozumiałam też, że wywołany przeze mnie dla potrzeb książki duch Piaseckiego, domaga się po prostu rehabilitacji. Legenda Pragi Południe została napisana. Pozostała we mnie jednak duża ciekawość. Jaki właściwie był Leonid Piasecki? Zdecydowałam się napisać list do autorów strony. Może uda się skontaktować z jego potomkami? Po wielu perypetiach udało się. Trafiłam na wnuka Leonida Piaseckiego. Siergiej Smolkin ma 53 lata i mieszka w Krasnojarsku. Gdy dostał ode mnie skan fotografii swojego dziadka przyznał, że zaniemówił z wrażenia. W zbiorach jego rodziny jest tylko jedno zdjęcie Leonida. To ze strony „MEMORIAL”, które, jak napisał Siergiej, „zawdzięcza” archiwom FSB (spadkobiercy KGB), bo wszystkie fotografie i pamiątki po dziadku spłonęły w pożarze domu. Tę fotografię zmęczonego, smutnego człowieka, rodzina otrzymała dopiero w 1994 roku z FSB. Do tego momentu Siergiej nie miał pojęcia, jak wyglądał jego dziadek. Nie ma jednak żadnych wątpliwości, że postać na przesłanej przeze mnie fotografii to on: Leonid Józefowicz Piasecki, ojciec jego matki Iji z Piaseckich Smolkiny. „Ciągle słyszałem, że jestem podobny do dziadka, zwłaszcza z tego, jak się poruszam. Podobno, jak typowy Polak. Ale aż do 1994 roku nie miałem pojęcia, jak dziadek wyglądał. A do dziś nie wiem, co jest takiego polskiego w tym moim chodzie. (…) nic nie wiem o jego życiu sprzed 1917 roku, bo nigdy nie chciał o tym mówić.” – napisał Siergiej w e-mailu.

img125 img126 img127

Wracam w przeszłość

Jakie były losy Piaseckiego po opuszczeniu Warszawy w 1916 roku i wyjeździe do Kijowa? W armii carskiej służył w randze sztabskapitana. Brał udział w rewolucji październikowej, ale nie ma dokumentów na to, po czyjej był stronie. Sądząc z dalszych losów, a także z tego, jakiego był pochodzenia, jest możliwe, że po stronie białych. W 1917 roku był ranny i trafił do szpitala w Piotrogradzie. Tam też zamieszkał po rewolucji. W 1927 roku, gdy nadeszła pierwsza fala represji, został po raz pierwszy skazany z trzech paragrafów i zesłany, jako wróg narodu, do Jenisiejska. Tam poznał swoją przyszłą żonę Aleksandrę Aleksandrownę Drużyninę, która wyszła za niego za mąż, ale nie z miłości. Jej młodsza siostra Zofia Aleksandrowna Szczetynina, która na początku XXI wieku spisała historię rodziny, tak to wspomina: „Szura (zdrobnienie od imienia Aleksandra) wyszła za mąż za Piaseckiego Leona Józefowicza, który był starszy od niej o 19 lat. Nie wyszła dobrowolnie. Okoliczności były takie, że miała wobec niego dług wdzięczności. Szura miała syna Siergieja. Żył w pasiece (u dziadków), a ja i Tania żyłyśmy z Szurą w mieście u Tatiany Tolkaczewej i uczyłyśmy się w szkole. Szalał tyfus i Szura zachorowała.W tym czasie przyjechał Piasecki i spytał Tanię:
– Kto tam u was tak jęczy?
– To Szura Drużynina.
On wszedł do pokoju, popatrzył i szybko wyszedł. Krótko potem przywiózł lekarza. Szurę położyli do specjalnego baraku dla zainfekowanych. Tam Piasecki powiedział personelowi, że to jego żona. Oni mówią o tym Szurze, a ona zaprzecza. Oni śmieją się. No, ale Leonid Józefowicz musiał odjeżdżać. Przed odjazdem zostawił nam paczkę i powiedział:
– Otworzy ją Szura, jak wyjdzie ze szpitala.
W paczce było kilkanaście kilogramów czekolady, bo jemu zależało na tym, by poprawiło się zdrowie Szury.
Między Szurą a Piaseckim wywiązała się korespondencja. I po kilku listach Szura zgodziła się zostać jego żoną. Ale kiedy nadszedł czas wychodzenia za mąż, Szura chciała się utopić, no ale żal jej było syna Siergieja. I tak została żoną Piaseckiego. Na początku on wywiózł ją do Brianki, a potem został naczelnikiem bazy transportowej w Igarce. Tam urodziły im się córki, bliźniaczki – Maja i Ija.”  

W 1937 roku w Igarce Piasecki został ponownie aresztowany za antysowiecką agitację i udział w spisku. Żonie cudem udało się wraz z dziećmi uciec do Jenisiejska. Z dokumentów wydanych w 1994 roku przez Krasnojarski odział FSB wynika, że Piasecki miał wykształcenie średnie. W czasie aresztowania miał przy sobie: obligacje na 1450 rubli, 520 rubli gotówki i zegarek kieszonkowy. „Był wrogo nastawiony do ustroju, systematycznie przewodził kontrrewolucji i agitował przeciwko władzy radzieckiej i partii” – twierdził dokument. W pamiętniku Zofii Aleksandrowny Szczetyninej wyczytałam:

„Rok 1937 był dla członków naszej rodziny tragiczny. Staliśmy się wrogami narodu. Piasecki, Polak, i tym już winny, oficer carskiej armii, jeszcze bardziej winny. Uczciwie pracował dla władzy sowieckiej. Dobrze wiem, że nigdy nie sprzeniewierzył nawet jednej państwowej kopiejki. A jednak podpadł pod paragraf i dostał sześć lat. Cudem przeżył. Kiedy pozwolono mu pisać listy do rodziny pisał takie:
„Szura, poślij mi 2 kg cukru, 3 kg oleju, 3 kg ryżu, 3 kg kaszy manny, ser, wędliny, miód, słodycze…”
A wszystko to na dwóch lub trzech karteczkach drobnym pismem. Jak się to wszystko zliczyło – wychodziły tony produktów.
Tata mówił:
– Szura, on nienormalny.
Jednak, kiedy został zwolniony, przyszedł bardzo normalny człowiek. My posyłaliśmy mu do obozu paczki 10 kg. W nich 1 kg oleju, 1-2 kg cukru, suchary i inne produkty.
– Leonid Józefowicz, czemu pisaliście takie listy?
– Byłem głodny.
Został zwolniony, kiedy wyzwolono Polskę.”

Z zesłania wrócił wyniszczony szkorbutem. Prawie ślepy i w depresji. Zamieszkał wraz z córkami w krasnojarskiej wsi Brianka i pracował w Jenisiejsku. Zmarł w 1962 roku.

Polski pępek świata

Leonid Józefowicz Piasecki był kuzynem mojej prababci. (Ich babcie były siostrami.) On był synem Józefa Piaseckiego i Heleny z Żernoklejewów, córki Marii Szenk, a ona córką Włądysława Przybytkowskiego i Anny z Neumannów Przybytkowskiej, córki Karoliny Szenk. Stąd wspólnie spędzany, z Karolcią i jej córką Janinką, czas na Saskiej Kępie i wspomnienia Kępy. Prawdopodobnie wcześniej, jako wnuk Rosjanina Żernoklejewowa, uczył się w rosyjskich szkołach, być może w Moskwie. Ale to domysły na podstawie tego, gdzie została wykonana jego fotografia z mojej kolekcji, a także na podstawie stopnia znajomości rosyjskiego i polskiego. Siergiej Smolkin napisał: „Z opowieści mamy i cioci wiem, że dziadek miał bardzo trudny charakter. Typowy polski szlachcic, pępek świata, wokół którego wszystko się kręci. Wyobrażam sobie, jak człowiekowi z takim charakterem było ciężko w obozach. Przed aresztowaniem w 1937 roku korespondował z rodziną z Warszawy, ale z kim, o czym i w jakim języku – nikt już dziś nie wie.”

Udostępnij na:

Trzydzieste siódme zdjęcie z gnijącego albumu

“Gnijący album”. Tak nazwałam pokryty pleśnią fotograficzny album leżący na strychu. Są w nim na pewno fotografie rodzinne. Niestety nie jestem w stanie rozpoznać wszystkich osób i wszystkich miejsc, w których zostały wykonane. Liczę na pomoc czytelników.

Oto trzydziesta siódme fotografia. Zdjęcia pochodzą z okresu mniej więcej 1912-1915.

37

Prawdopodobnie to prababcia Karolcia. Zdjęcie najpewniej na terenie dzisiejszego parku Skaryszewskiego.

Udostępnij na:

Trzydzieste drugie zdjęcie z gnijącego albumu

“Gnijący album”. Tak nazwałam pokryty pleśnią fotograficzny album leżący na strychu. Są w nim na pewno fotografie rodzinne. Niestety nie jestem w stanie rozpoznać wszystkich osób i wszystkich miejsc, w których zostały wykonane. Liczę na pomoc czytelników.

Oto trzydziesta druga fotografia. Zdjęcia pochodzą z okresu mniej więcej 1912-1915.

32

Prawdopodobnie jest to prababcia Karolcia ze szwagierkami Adamskimi, czyli siostrami męża Antoniego Adamskiego: Henryką Orlicką i Marią Węgierkiwicz. kim jest czwarta kobieta? Nie wiem.

Udostępnij na: