Archiwum kategorii: Ruszczykowscy

Szukaj w archiwach, czyli co kryją życiorysy i ankiety

O tym, że archiwa kryją wiedzę o naszych bliskich przekonywać nie trzeba. Powszechnie wiadomo, że archiwa państwowe od kilku lat przeprowadzają digitalizację zbiorów, które następnie udostępniają w sieci. Jak jednak w tym się rozeznać. O ile metryki stosunkowo łatwo znaleźć (pod warunkiem, że się wie gdzie ich szukać) o tyle są jeszcze takie zbiory, w których wiedza o przodkach jest, a które nie przyjdą nam do głowy.

To na przykład… dzienniki szkolne z prywatnych lub państwowych szkół sprzed lat. Jeśli wiemy, że nasz przodek chodził do jakiejś szkoły wystarczy odnaleźć jej archiwum, a tam… mogą na nas czekać informacje o jego stopniach etc. Archiwa szkolne przeważnie przekazywane są do archiwum miejskiego. Tamże przekazywane są dokumenty dotyczące różnego rodzaju zakładów pracy – także prywatnych. Swoje archiwa maja też wyższe uczelnie. Na przykład pokaźnym archiwum dysponuje Uniwersytet Warszawski. Niestety dokumentacja Szkoły Głównej, której spadkobiercą jest UW, spłonęła w czasie powstania warszawskiego. Co zatem znajdziemy w uniwersyteckich zasobach? Akta studenckie z lat 1915-1939 zachowane w ok. 85%. Są to Albumy Studentów UW, większość ksiąg egzaminacyjnych i dyplomowych. Dlatego jeśli wiemy, że nasz przodek w tym czasie studiował to uniwersyteckie archiwum może okazać się dla nas rajem! Co ciekawego może być w takich dokumentach studenckich? Na przykład… życiorys studenta. Odręcznie napisany może zawierać nieznane dla nas fakty. Może też w pasjonujący sposób uczyć nas historii Polski. Trzeba tylko chcieć wydłubać z niego informacje.

Życiorys mojego dziadka Bronisława Piekarskiego (1901-1960), o którym wiem naprawdę sporo zaskoczył mnie ogromnie. Wiedziałam, że dziadek w latach I wojny światowej przebywał na wschodzie (Lwów, Kijów, Tyflis i Baku), wiedziałam, że był internowany w Baku w kwietniu 1920 roku przez władze bolszewickie, ale zupełnie nie znałam jego działalności naukowej i badawczej. Do głowy mi nie przyszło, że niespełna dziewiętnastoletni chłopak mógł taką prowadzić. Tymczasem z życiorysu wynika, że tak było. Dziadek bowiem napisał:

Urodziłem się w Warszawie 13 czerwca 1901 roku. Nauki rozpocząłem w 1-ej tyfliskiej szkole handlowej gdzie uczęszczałem od 1-ej do 7-ej klasy włącznie. Następnie z powodu wyjazdu rodziców do Baku, zostałem przeniesiony do 1-ej państwowej szkoły handlowej którą ukończyłem w kwietniu 1920 roku przed przewrotem bolszewickim w Azerbejdżanie. Dążąc do wykorzystania wakacji letnich w lecie 1917 r. pracowałem na jedynej w Rosji fabryce terpentyny francuskiej w Borżomi. Po szczegółowym zaznajomieniu się z procesem fabrykacji terpentyny przeprowadziłam samodzielnie próby fabrykacji wyższych gatunków kalafonii zwieńczone pomyślnym rezultatem. Następnie z polecenia kierownika fabryki został przeze mnie napisany obszerne referat o fabrykacji terpentyny francuskiej pt. „Proizwodstwo francuskiego ekipaża w Borżomie”.
Po powrocie z rzeczonej fabryki do Tyflisu obszernie referowałem o fabrykacji terpentyny francuskiej w szkole handlowej wobec grona nauczycieli szkół Tyfliskich i uczni klas 6, 7 i 8 ilustrując referat przyniesionymi przeze mnie dla muzeum towaroznawstwo szkoły eksponatami. Jeszcze w klasie 6-ej zdecydowałam się poświęcić matematyce ścisłej udzielając większość czasu wolnego zajęciom z fizyki i matematyki. Po przyjęciu do klasy 7-ej zostałem powołany na asystenta profesorów fizyki i chemji w szkole handlowej kierując często się z polecenia wymienionych profesorów robotami laboratoryjnymi kolegów i uczni klas 6 i 8.
Do przyjazdu do Baku W 1919 roku rozpocząłem prace nad sporządzaniem atlasu nieba zawierającego wszystkie gwiazdy widziany gołym okiem t.j. do 6ciu jak również mgławice i skupienia gwiezdne na obu półkulach. Pomimo trudności wynikających z braku odpowiednich materiałów w styczniu 1920 r. praca powyższa została ukończona. Niestety część map została skonfiskowana przez władze bolszewickie przy rewizji przeprowadzonej przy aresztowaniu mnie jako zakładnika polskiego wraz z misją p. ministra Filipowicza natychmiast po przewrocie kwietniowym.
Po wypuszczeniu mnie z więzienia i będąc zmuszone przez władze sowieckie do pracy, wstąpiłem do Bakińskiego portu początkowo jako rysownik-konstruktor, ale we dwa miesiące po objęciu przeze mnie rzeczonej posady zostałem przywołany na głównego konstruktora portu. Z tego okresu datują przeprowadzone przezemnie roboty, a mianowicie: wykonanie projektu przebudowy odlewni portowej i kierownictwo przebudowy sporządzenia projektu 10-cio tonowego elektrycznego suwaka i mniejsze pracy techniczne.
Z otwarciem możności powrotu do kraju wyjechałem w początkach sierpnia roku zeszłego, lecz zatrzymany przez władze sowieckie w Koziatyniu przejechałem granicę Polską zaledwie 19 stycznia r.b.

Bronisław Piekarski
11 marca 1922 r.

Przed zapoznaniem się z tym życiorysem moja wiedza o nauce dziadka była niemal zerowa. Oczywiście wiedziałam, że kończył Uniwersytet Warszawski, napisał dwa podręczniki do nauki matematyki, ale co zawodowo robił zanim rozpoczął studia? Nie miałam bladego pojęcia, że cokolwiek. Dodatkowo dokumenty znajdujące się w jego uniwersyteckiej teczce pozwoliły mi poznać nazwiska jego nauczycieli i spojrzeć szerzej na polską naukę. Z uniwersyteckich papierów wiem, że filozofii uczył dziadka prof. Kazimierz Ajdukiewicz (1890-1963) wykładając przedmiot o nazwie „Główne zasady nauk filozoficznych”. Ajdukiewicz – wywarł ogromny wpływ na polską filozofię, logikę i kulturę. Był nie tylko uczonym, ale animatorem życia naukowego.

Kolejnym profesorem dziadka był Antoni Zygmud (1900-1992), niewiele zresztą od dziadka starszy, bo zaledwie o rok. Wykładał „Wstęp do teorii równań różniczkowych”. Był matematykiem, który w 1940 roku wyemigrował do USA i tamże wykładał na kilku uniwersytetach m.in. w Pensylwanii i Chicago. „Teorię funkcji analitycznych” wykładał Stefan Mazurkiewicz (1888-1945), do którego na seminarium z matematyki wyższej dziadek uczęszczał. Mazurkiewicz zajmował się topologią, analizą matematyczną i probablistyką, czyli rachunkiem prawdopodobieństwa. W czasie wojny polsko-bolszewickiej uczestniczył w łamaniu szyfrów i kształcił polskich kryptologów, a do jego uczniów należał także Marian Rejewski ten od złamania szyfru enigmy. Kolejnym profesorem dziadka był Jan Łukasiewicz (1878-1956), który był m.in. ministrem wyznań religijnych i oświecenia publicznego w rządzie Ignacego Jana Paderewskiego. Na UW uczył dziadka przedmiotu, który nazywał się „Historia logiki matematycznej”. Ponadto do grona dziadkowych profesorów należeli jeden z najsłynniejszych polskich filozofów prof. Tadeusz Kotarbiński (1886-1981), fizyk i twórca warszawskiej szkoły doświadczalnej Stefan Pieńkowski (1883-1953) i były ukochany Marii Skłodowskiej-Curie Kazimierz Żorawski (1866-1953) specjalista od równań różniczkowych.

Niemniej ciekawych odkryć dokonałam zapoznając się w swoim czasie z ankietą mojej ciotecznej babki Stefanii z Ruszczykowskich Krosnowskiej (1913-1991). Mówiłam do niej ciociu, była jedną z bliższych mi osób i jednym z aktywnych w rodzinie genealogów, z której wyników badan do dziś korzystam. Ciotka była powstańcem warszawski, sanitariuszką, łączniczką o pseudonimach: „Bogda” i „Stenia”. Jej powstańczą kartę znałam świetnie. Byłam na pogrzebie, który odbył się z honorami na cmentarzu powązkowskim w 1991 roku. A co z jej życiem zawodowym? Wiedziałam, że ciotka była księgarzem, ale gdzie pracowała? Znałam tylko ostatnie miejsce pracy, czyli księgarnię książek radzieckich. Ale o to, gdzie pracowała wcześniej nigdy nie spytałam. Nigdy też nie spytałam jaką szkołę skończyła. Po ciotce odziedziczyłam wszystkie papiery, ale brak w nich szkolnych świadectw, gdyż te nie zachowały się. Niestety mieszkanie, które zajmowała z matką na Powiślu spłonęło w czasie powstania warszawskiego. Odpowiedzi na dręczące mnie pytania dały jej teczki osobowe z Biblioteki Narodowej i Domu Książki. Nagle okazało się, że przed wojną ciotka pracowała w Nowogródku w bibliotece im. L. Rudzkiej, w Wieluniu w bibliotece im. S. Staszica oraz w Warszawie w Bibliotece Śniadeckich, gdzie była kierownikiem. Tamże pracowała też podczas okupacji. Po upadku powstania była wychowawczynią w Kochanowie w schronisku dla sierot wojennych. Po wojnie pracowała w Bibliotece Narodowej aż do aresztowania przez UB za działalność w Armii Krajowej i osadzenia w Warszawie na Rakowieckiej, a następnie skazana i osadzona w Fordonie. Potem, po zwolnieniu na mocy amnestii 17 marca 1947 roku, ciotka pracowała w Księgarni Wydawniczej Trzaska, Evert, Michalski, która w 1951 roku udzieliła jej referencji, by przyjęto ją do pracy w Domu Książki. Z ankiety wynika, że ciotka władała nie tylko biegle rosyjskim i francuskim, o czym wiedziałam, ale i czeskim. Dopiero teraz zrozumiałam skąd w jej księgozbiorze czeskie książki i słownik czesko-polski. Według ankiety skończyła 6-klasowe gimnazjum ogólne oraz zawodowe biblioteczne. Jakie konkretnie to były szkoły? Tę wiedzę pozyskałam z jej życiorysu. Wynika z niego, że najpierw ciotka ukończyła 6-klasową szkołę powszechną w Wiskitkach i miało to miejsce w 1926 roku. Potem 6-klasowe gimnazjum Hoene-Przesmyckiej w Warszawie, a następnie Wydział Bibliotekarski Szkoły pracownic społecznych. Kurs dwuletni. Dyplom z wynikiem bardzo dobrym odebrała 25 czerwca 1932 roku.

Najciekawsze i najbardziej zdumiewające informacje udało mi się pozyskać jednak o szwagrze prababki Leokadii Karoliny z Przybytkowskich Adamskiej (1884-1970), czyli Wacławie Chodkowskim (1878-1953). Wiedziałam, że był malarzem, uczniem m.in. Wojciecha Gersona, że jeździł po Polsce i malował ludziom portreciki za 3 złote, że był członkiem Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, że miał przed wojną w Zachęcie pracownię, która spłonęła podczas powstania i że po wojnie został przyjęty do Związku Polskich Artystów Plastyków na podstawie kilku obrazów. Dokumentacji Związku Polskich Artystów Plastyków Okręgu Warszawskiego z lat 1945-1953 szukałam wiele miesięcy. Wreszcie znalazłam. Jakie odkrycie przyniosła wypełniona przez niego ankieta członkowska? Otóż w rubryce „działalność artystyczna od roku 1944” oprócz wiadomości, że wziął udział w konkursie „Wojska Polskiego” i zakupiono jego pracę opatrzona godłem „Nalot” znalazła się też informacja, że artysta brał „udział w pracach ‘Gazetki ściennej’ 3 komp. 1. – S.B.E.D. na odcinku Wawer Warszawa”. Cóż to był za twór? Otóż chodziło o 1 Samodzielny Batalion Eksploatacji Dróg (1 sbed) – samodzielny pododdział wojsk drogowych ludowego Wojska Polskiego. Był on przeznaczony do budowy i naprawy dróg w strefie przyfrontowej. Pełnił także służbę regulacji ruchu oraz kontroli wojskowych pojazdów mechanicznych podczas działań bojowych. Od połowy września do końca grudnia 1944 r. obsługiwał odcinek drogi samochodowej Kołbiel-Zakręt-Wawer-Praga oraz (do listopada) Wawer-Falenica-Michalin-Wiązowna, Falenica-Otwock-Świerk i Otwock-Wólka Mlądzka. Dopiero teraz zrozumiałam skąd w spuściźnie szwagra prababci takie dziwne i niezbyt pasujące do jego wcześniejszej twórczości akwarelowe obrazki z żołnierzami LWP. Archiwum SBED jeszcze nie przejrzałam. Cały czas czekam na informację, że mogę już to zrobić, bo wystąpiłam o zgodę na przejrzenie kroniki batalionu. Przyznam, że nie wiem czego mogę się tam spodziewać. Równie dobrze niczego, ale jak znam życie archiwa państwowe mogą mnie jeszcze nie raz zaskoczyć.

Udostępnij na:

Gwóźdź – skarb Ciotki Steni

To jest gwóźdź z biblioteki Polskiej Macierzy Szkolnej w Warszawie. Ciocia Stenia Ruszczykowska była przez nich wykształcona. Była też bibliotekarką. A w czasie II wojny światowej członkiem Armii Krajowej.

“Gwóźdź ze spalonej Biblioteki Polskiej Macierzy Szkolnej w Warszawie ul. Świętojańskiej 13, dn. 26 VIII 1944.”

Polska Macierz Szkolna to organizacja kulturalno-oświatowa założona na terenie Królestwa Polskiego w 1906 r. Niestety w 1907 r. władze rosyjskie zdelegalizowały PMS, która odtąd prowadziła swe prace w konspiracji, aż do 1916 r., kiedy to niemieckie władze okupacyjne oficjalnie zezwoliły na jej reaktywację i zatwierdziły statut. PMS działała w XX-leciu w całej Polsce. W połowie lat trzydziestych XX w. PMS prowadziła: 15 średnich zakładów ogólnokształcących, 18 szkół handlowych, 13 męskich szkół rzemieślniczo-przemysłowych, 10 żeńskich szkół przemysłowych, 5 dokształcających szkół zawodowych, 51 szkół powszechnych, 24 bursy, 36 ochronek oraz ok. 800 bibliotek, które posiadały ponad 434 tys. książek. Jedna z nich była w Warszawie przy Świętojańskiej.

Udostępnij na:

Znów informacje o prapradziadku Bronisławie w Saratowie

Polona to źródło wielu informacji. Np. tu informacje o prapradziadku Bronisławie Ruszczykowskim, który był lekarzem w Saratowie.

Saratów. Zez Z inicjatywy ks. proboszcza Mickiewicza, założono tu katolickie Tow. dobroczynności. Prezesem będzie zawsze miejscowy ks. proboszcz, do zarządu wybrani zostali pp.: Leon Kosiński, adw. przysięgły: Golden, dyrektor kanalizacji; 8. Pauli, adw. przys.: Brzeziński, szewc; Ellsner, dyr. Tow. muzycznego; Zabiełło, aptekarz; inż. Spile w-kć Fr. Szymański, urzędnik do szczególnych poruczeń przy gubernatorze; Witman. kupiec: do komisji rewizyjnej pp.: A. Wolski, sekretarz izby sądowej; dr. Ruszczykowski; Podgórski, buchał nr tiiji banku państwa. Na członków zapisało się A polaków, przemysłowców, rzemieślników i t. d.

 

Udostępnij na:

Prapradziadek na 40-leciu Szkoły Głównej

Polona to źródło wielu informacji. Wiem, że prapradziadek Bronisław Ruszczykowski skończył Szkołę Główną Warszawską i został lekarzem, ale tu notka o nim w księdze wydanej z okazji 40-lecia Szkoły Głównej.

Ruszczykowski Bronisław. Ur. 25 Lipca 1840 w Pułtusku. Uk. gimn. realne w Warsz. Wst. do Szk. Gl. 1862 uk. 1868 w st. lekarza. Lek. wolnopraktykujący do 1875 w Żarkach, do 1901 w Saratowie; od 1901 zamieszkuje w Piotrkowie.

A tak wyglądał prapradziadek wtedy, gdy był uczniem Szkoły Głównej. 

Udostępnij na:

O prapradziadku Bronisławie w przemowie obronnej

Z rodzinnych przekazów wiem, że prapradziadek Bronisław Ruszczykowski był świadkiem w procesie Stanislawa Hiszpańskiego, który był jego pacjentem. Pisał o tym w swoim czasie Stanisław Szenic w tzw. Pitavalu warszawskim. Teraz dzięki Polonie mogłam przeczytać m.in. przemowę obronną Henryka Krajewskiego, w której adwokat oskarżonego powoływał się na zeznania prapradziadka.

Hiszpański Stanisław Antoni (1844–1899), szewc ok. r. 1880 zastrzelił lekarza Aleksego Kurcjusza, podejrzewając w nim kochanka swej żony. Sąd skazał go tylko na rok więzienia, gdyż uznał, że H. działał w afekcie. Prapradziadek Bronisław Ruszczykowski był jego lekarzem.

Oto fr. przemowy obronnej z cytatem dotyczącym zeznań prapradziadka.

“W tym opisie znajdujemy szczegóły, dotyczące sposobu życia podsądnego w Saratowie, dzień po dniu. Wiemy, że przed przybyciem do tego miasta, w czasie podróży, wypił on 2 butelki wódki. Wypicie przecież takiej ilości wódki, w czasie kilkodniowej podróży, przy silnych mrozach, nie jest tak wielką nadzwyczajnością, a szanowny prof. Pląskowski, na zapytanie moje objaśnił: że od tego podsądny delirium potatorum dostać nie mógł. Po przyjeździe do Saratowa w d. 2 stycznia n. s., z opisu podsądnego widzimy naprzód, że pił tam nie wódkę, ale kawę i herbatę, palił po 100 papierosów dziennie, na drugi dzień wcale nie jadł. Na trzeci dzień dziwiono się (pani Hofman), że nie jadł i nie pił. Zwracam zaś uwagę, że pierwszy list z Saratowa datowany jest 3-go Stycznia n. s., a zatem wtenczas, kiedy podsądny nie pił nic prócz kawy i herbaty i nic nie jadł. Subjekt H-go w Saratowie, Brzeziński zeznaje, iż, o ile mu wiadomo, H. nigdy nie nadużywał trunków, a w czasie bytności w Saratowie czytał tylko książki, przywiezione z sobą, interesami się nie zajmował, skarżył się na bezsenność. W opisie swoim H. raz tylko wspomina, że pił wódkę z Brzezińskim o 1-ej w nocy, z d. 3 na 4 stycznia, a zatem już po napisaniu listu do ojca. Dr. Ruszczykowski, przywołany wkrótce po przyjeździe H-go do Saratowa, zabronił mu picia wódki i kawy i odtąd żadnego już śladu użycia tych napojów nie spostrzegamy.”

Udostępnij na:

Prapradziadek Bronisław żegna Saratów

Polona to źródło wielu informacji. Np. w Kurjerze Warszawskim z 1901 roku są informacje o prapradziadku Bronisławie Ruszczykowskim, który był lekarzem w Saratowie.

“Echa saratowskie.
Korespondent nasz pisze z Saratow a d. 24-go czerwca: „W piątek, d. 21-go czerwca, odjeżdżającego do Petersburga ks. biskupa Szembeka, dawnego proboszcza tutejszego, żegnało na kolei cale seminarjum duchowne, w którem był profesorom, oraz licznie zebrani parafjanie przeważnie z towarzystwa polskiego. Ostatnim wyrazem hołdu dla odjeżdżającego pasterza był adres od szkółki parafjalnej ułożony i wydrukowany w języku polskim i niemieckim. Żegnany z serdecznym żalom J. E. biskup płocki, pozostawił tutaj dodatnio a zasłużono wspomnienia i owoce pracy swojej.  Czasowym administratorem parafii saratowskiej został ks. Klimaszewski, polak, profesor seminarjum. Miody ten kapłan, który niedawno ukończył akademję duchowną w Petersburgu, aby mógł różne funkcje spełniać przy tutejszym katedralnym ko­ ściele, mianowany został kanonikiem honorowym djecezji tyraspolskiej. Proboszczem po ks. biskupie Szembeku wybrany został ks. Sztang z Tyflisu, niemiec, wychowaniec tutejszego seminarjum akademji petersburskiej.
J. E. ks. biskup Szembek, darował kościołowi tutejszemu sprawione aparaty i utensylja kościelne.
Po 30-lotnim pobycie wyjechał stąd na stałe do Piotrkowa dr. Ruszczykowski, żegnany składkowym obiadem przez lekarzy tutejszych, którzy wraz z licznem gronem osób odprowadzili go na kolej. W ostatnich czasach na cmentarzu tutejszym katolickim złożono zwłoki Walerego Malinowskiego, lekarza weterynarji w pow. bałaszowskim, cieszącego się powszechną sympatją; Jakóba Kwiatkowskiego, przemysłowca z Równego i Wirkutowiczową, matkę naczolnika dystansu kolei na stacji Saratów. Znaczno upały, dochodzące do +47 R. na słoń­cu, brak deszczów, miejscami szarańcza włoska, zapowiadają nieurodzaj.”

Udostępnij na:

Prapradziadek członkiem Kasy Pomocy

Polona to źródło wielu informacji. Np. tu informacje o prapradziadku Bronisławie Ruszczykowskim, który był lekarzem, ze został członkiem kasy pomocy imienia dra medycyny Józefa Mianowskiego.

Komitet zarządzający kasą pomocy imienia dra medycyny Józefa Mianowskiego dla osób pracujących na polu naukowem ma zaszczyt podać do wiadomości publicznej, że w czasie od dnia lS-go stycznia r. b. do dnia 2-go marca r. b. włącznie następujące osoby raczy­ ły zostać członkami kasy:  (…) Członkowie rzeczywiści: (…) Bronisław Ruszczykowski.

Udostępnij na:

Kolejne informacje o prapradziadku Bronisławie w Saratowie

Polona to źródło wielu informacji. Np. tu informacje o prapradziadku Bronisławie Ruszczykowskim, który był lekarzem w Saratowie.

Od Polaków mieszkających w Saratowie otrzymujemy następujące szczegóły: W Saratowie znajduje się do 70 polskich rodzin Większość nawet znaczna jest zamożną, a szczególnie rzemieślnicy i handlarze. Wszyscy bez wyjątku odznaczają się sumiennością i cieszą się jak najlepszą opinią. Najlepsi krawcy w Saratowie są Polacy: Tendziałgoski, Niedźwicki, Wojcieszko; najlepszy szewc Matusiewicz, tak samo stolarz, ślusarz i malarz są Polacy. Każdy z nich albo mieszka w własnym domu, albo zajmuje pyszne mieszkanie. Magazyny i sklepy polskie także słyną z sumienności. Tak np. magazyn obuwia Brzezińskiego, obrazów Okuszka, mineralnych wód Kernora, cukierni i piekarni p. Witkowskiej i Korczeńskiego, fabryki wódek i piwa Hofmana, skład narzędzi rolniczych Bombrowy. Największą wziętość mają lekarze Polacy: Budkiewicz, Ruszczykowski, Bonwicz, Szpadkowski. Najlepsza apteka Żurowskiego. Z urzędników zajmujących wyższe posady są w sądzie Manźewski, Witkowski, Kuczuk, Strawiński, Horodyski; w administracji główny inżynier p. Szuster, główny architekt Jeziorowski; sowietnik rządu gubernialnego Szymański. Urzędnicy ci są powszechnie szanowani, osobliwie za to, że nie biorą łapówek. Co się tyczy stosunków towarzyskich kolonii polskiej, to nic pochlebnego powiedzieć nic można. Polacy żyją kółkami — urzędnicy, nauczyciele, lekarze stanowią arystokracją. Między sobą nic żyją zgodnie, kłótnie i niesnaski są na porządku dziennym. Są jednakże i wyjątki, gdzie można czas spędzić wesoło i pożytecznie. Handlarze stanowią klasę średnią, a rzemieślnicy żyją wyłącznie w swoich kółkach. Jest to klasa najzamożniejsza, posiadają własne dwupiętrowe kamienice, powozy i liczną służbę. Pod względem jednakże umysłowym i narodowym pozostawiają wiele do życzenia. O teatrach domowych, wieczorkach literackich, rozmowie naukowej w domach polskich ani śladu. Pism polskich w Saratowie i okolicy prenumerują bardzo mało. Język polski skażony do najwyższego stopnia.

Udostępnij na:

Kolejne potwierdzenie szlachectwa praprapradziadka Juljana

Polona to źródło wielu informacji. Oto kolejny artykuł, z którego wynika, że poświadczono praprapradziadkowe szlachectwo. Tym razem opublikowano to na łamach Dziennika Powszechnego z 1861 roku.

“Sekretarz Stanu przy Radzie Stanu Królestwa. Podaje do powszechnej wiadomości, iż w skutku przedstawienia byłej Heroldji Królestwa, uznanemi zostały decyzją Rady Stanu w składzie Sądzącym, w dniu 17 (29) Listopada r.b. zapadłą, za Szlachtę dziedziczną, która nabyła tego stanu przed ogłoszeniem prawa o szlachectwie, niżej wymienione osoby: (…) Ruszczykowski Juljan Antoni, h. Brochwicz”

A tu znów sam dokument z mojego domowego archiwum już tu prezentowany. 

 

Udostępnij na:

Jeszcze troszkę o prapradziadku jako świadku w sprawie Hiszpańskiego

Z rodzinnych przekazów wiem, że prapradziadek Bronisław Ruszczykowski był świadkiem w procesie Stanislawa Hiszpańskiego, który był jego pacjentem. Pisał o tym w swoim czasie Stanisław Szenic w tzw. Pitavalu warszawskim. Teraz dzięki Polonie mogłam przeczytać zapis z procesu z zeznaniami prapradziadka. To artykuł z Gazety Sądowej z grudnia 1880 roku.

Hiszpański Stanisław Antoni (1844–1899), szewc ok. r. 1880 zastrzelił lekarza Aleksego Kurcjusza, podejrzewając w nim kochanka swej żony. Sąd skazał go tylko na rok więzienia, gdyż uznał, że H. działał w afekcie. Prapradziadek Bronisław Ruszczykowski był jego lekarzem.

Zwracam zaś uwagę, że pierwszy list z Saratowa datowany jest 3-go Stycznia 11. s., a zatem wtenczas, kiedy podsądny nie pił nic prócz kawy i herbaty i nic nie jadł. Subjekt H-go w Saratowie Brzeziński zeznaje, iż, o ile mu wiadomo, H. nigdy nie nadużywał trunków, a w czasie bytności w Saratowie czytał tylko książki, przy wiezione z sobą, interesami się nie zajmował, skarżył się na bezsenność. W opisie swoim H. raz tylko wspomina, że pił wódkę z Brzezińskim o 1-ej w nocy, z d. 3 na 4 stycznia, a zatem już po napisaniu listu do ojca. Dr. Ruszczykowski, przywołany wkrótce po przyjeździe H-go do Saratowa, zabronił picia wódki i kawy i odtąd żadnego już śladu użycia tych napojów nie spostrzegamy.

Udostępnij na: