WSPOMNIENIA WOJENNE HENRYKA PODLEWSKIEGO cz.11.

Henryk Podlewski – wuj mojego Ojca, a mój stryjeczno-cioteczny dziadek (jego dziadek Teodor był rodzonym bratem mojej praprababci Stanisławy Anny Sabiny z Gorczyckich Ruszczykowskiej), po wojnie zamieszkał na wyspach Bahama gdzie był lekarzem psychiatrą. Wiele razy przyjeżdżał do Polski. Podczas jednej z podróży tata przeprowadził z nim wywiad i nagrał wspomnienia. Kasety znaleźć nie mogę, ale zachował się maszynopis, bo wspomnienia zostały na bieżąco spisane z taśmy. Przez kilka dni będę je tu publikować w częściach.

Henryk (Henry) Podlewski ur. 26 kwietnia 1920 roku w Zawierciu zmarł 8 stycznia 2015 roku w Nassau na Wyspach Bahama.

WSPOMNIENIA WOJENNE HENRYKA PODLEWSKIEGO syna Henryka i Marii z Gorczyckich
(Spisane na podstawie zapisu magnetofonowego.) cz.11.

Kiedyś doszliśmy w odwrocie do miejscowości, o ile pamiętam nazwę, Di Keila. Tu kazano nam się zatrzymać i okopać. Po czym oświadczono nam, że to będzie polski Alkazar. Wokół nas ustawiono baterie artylerii przeciwlotniczej jakiejś jednostki południowoafrykańskiej. Nawiasem mówiąc, byli to wyjątkowi tchórze. Kiedy w czasie działań wojennych ostrzeliwaliśmy się Niemcom, nagle nadleciały sztukasy. Południowi Afrykańczycy, zamiast strzelać do samolotów, rzucili się do ucieczki. Nasz kapitan, który zawsze chodził z laską, zaczął ich okładać z całej siły po całym ciele, nie wyłączając głowy. W ten sposób zmusił ich do powrotu na stanowiska.

W tym miejscu nie rozegrały się jednak większe bitwy, ponieważ główne siły Rommla poszły inną stroną. Wycofaliśmy się więc z tych pozycji. Ponieważ Brygada Karpacka była już chyba od dziesięciu miesięcy w stałym boju i napięciu, przeto straty były duże i morale wojska także się obniżyło. Wycofano nas więc na leże do Palestyny.

Jeszcze przed wyjazdem stanęliśmy na krótko pod Aleksandrią w obozie, gdzie mój dowódca kazał mi robić porządek w obozie, a sam pojechał na zabawę do Aleksandrii. Ja z kolegami postanowiłem z wściekłości zrobić to samo i kiedy późnym wieczorem wróciliśmy do obozu zalani, wzięto nas do raportu i mnie dano dwa tygodnie koszarniaka. Fakt ten później wpłynął ujemnie przy nadawaniu odznaczeń wojskowych i orderów.

Po odbyciu koszarniaka dostałem na tydzień przepustkę i pojechałem do Kairu, aby go obejrzeć. Było to już w 1942 r. Do Palestyny wyjechaliśmy chyba na dłużej, niż na trzy miesiące. Był to ten okres, w którym zaczęli napływać do Brygady Polacy z Rosji po umowie Sikorskiego ze Stalinem. Wynędzniali ludzie samochodami napływali do Palestyny, a potem i do obozu. Wtedy to dowiedzieliśmy się, jak to było tam naprawdę i jak ich traktowano. W pierwszym rzędzie prowadzono ich do łaźnie, gdzie golono im wszelki zarost dla wyniszczenia wszy. Potem szli pod tusz i dostawali nowe ubrania. Zaprzyjaźniłem się wtedy z jednym mężczyzną, który pracował w kopalni rtęci w Ziemi Świętego Józefa w potwornych warunkach. Było tam tak zimno, że kiedy pluł, to na ziemię spadała już grudka lodu.

Byli szczęśliwi, kiedy w Palestynie zastali opiekę polską i żywność w dowolnych ilościach. Najadali się ile wlazło, a to co zostawało zabierali ze sobą do namiotów i chowali pod materacami. Mówiliśmy im, że niepotrzebnie to robią, bo przecież jutro będzie świeży chleb. Odpowiadali: „Dobrze, dobrze, ale my na wszelki wypadek”. Tak było przez dobrych parę tygodni zanim się odzwyczaili.

c.d.n.

About Małgorzata Karolina Piekarska
Za zawodu: dziennikarka i pisarka. Z zamiłowania: blogerka, varsavianista i genealog. Miłośniczka: książek, filmów, gier planszowych, kart do gry, jamników i miodu...

Print Friendly, PDF & Email
Udostępnij na: