Archiwa kategorii: Przybytkowscy

Prapradziadek Władek zwycięzcą wyścigu wioślarskiego

Dzięki Polonie można dotrzeć do wielu publikacji, a także druków ulotnych, o których istnieniu czasem nie miałam pojęcia. Tym razem znalazłam informację, że prapradziadek Władysław Przybytkowski wygrał konkurs wioślarski.

Jak donosi Gazeta Warszawska z 1867r, nr 168 (29 lipca) odbyła się

“Zabawa w Parku Łazienkowskim na korzyść Warszawian i Prażan, dotkniętych powodzią.—Wczoraj w  Parku Łazienkowskim na korzyść dotkniętych powodzią Warszawian i Prażan odbyła się wielka zabawa, której program dawniej już przez nas podanym został; uległ pewnej zmianie, z powodu spadłego deszczu, zawsze jednak w pewnej odbył się części. Rozpoczęły zabawę wyścigi wodne, a mianowicie: wyścig z przed mostu Sobieskiego łodziami (…) Do czwartego wyścigu z przed amfiteatru (stojący) na burtach retmanek. stanęli: Leopold Modzelewski (statek niebieski burta biała): Władysław Przybytkowski (niebieski z białą); Julian Reimann (biały z czerwoną); Ludwik Browarski (czarny z żółtą). Pierwsza z retmanek, która opłynęła most Sobieskiego, wróciła do amfiteatru i przybyła do mety przy trybunie otrzymawszy czarę wielką srebrną na trzech kulach, była Władysława Przybytkowskiego.”

Udostępnij na:

Nekrolog prapradziadka Władysława

Dzięki Polonie można dotrzeć do wielu publikacji, a także druków ulotnych, o których istnieniu czasem nie miałam pojęcia. Tym razem nekrolog prapradziadka Władysława Przybytkowskiego. Tego, co to po pijaku lubił przepływać wpław Jeziorko Kamionkowskie.

A oto jego grób na cmentarzu Bródnowskim! Już zamieszczałam zdjęcia, ale teraz przypominam.

Udostępnij na:

Jak i czego uczyli się nasi przodkowie, czyli co mówią stare dzienniczki

We wrześniowym numerze bezpłatnego magazynu genealogicznego „More Maiorum” ukazał się mój artykuł nt. tego, jakie informacje o przodkach można znaleźć w ich dzienniczkach szkolnych? Cały numer można pobrać tutaj.

Jak i czego uczyli się nasi przodkowie, czyli co mówią stare dzienniczki

Czasy cyfryzacji nie są łaskawe dla przyszłych genealogów. To co kiedyś było pożółkłym papierem, listem, notatką, kiedyś będzie tylko binarnym plikiem. Czy przetrwa wieki? Często się nad tym zastanawiam, zwłaszcza, gdy biorę do ręki dokument, który dziś ma swój elektroniczny odpowiednik.

W swoim rodzinnym archiwum mam nie tylko listy, notatki i dokumenty, ale też… kilka dzienniczków szkolnych moich przodków. To zdecydowanie fascynująca lektura. Przede wszystkim pozwala obalić rodzinne mity wg których przed nami wszyscy uczyli się świetnie i mieli same piątki, a my jesteśmy zakałą rodziny, która pierwsza w historii rodu przynosi ze szkoły dwójkę.

Z powodu wątłego zdrowia…

Od dawna wiem, że to nie prawda, bo znalazłam kiedyś szkolny dzienniczek mojej babci Janiny z Adamskich Piekarskiej, która była uczennicą prywatnej szkoły Zofii Kurmanowej. W roku szkolnym 1915/1916 szkoła funkcjonowała jako „Zakład Naukowy Żeński”. Babcia urodzona w 1905 roku miała wtedy 10 lat i chodziła do I klasy, zaś odpowiednik dzisiejszego dzienniczka nazywał się „Świadectwo o postępach, pilności, uwadze i sprawowaniu” i był czymś w rodzaju wielkiego dziennika klasowego tyle, że wypisane w nim oceny dotyczyły tylko jednej osoby – właścicielki. Ten osobliwy dzienniczek to zawierająca ponad 60 stron książka z tematami lekcji, stopniami i uwagami. Jakie to uwagi? Na przykład 22 września 1915 roku moja prababcia pisze do wychowawczyni: „Uprzejmie proszę szanowną Panią o zupełne zwolnienie mej córki Janki z lekcyi gimnastyki, z powodu wątłego jej zdrowia.” Dzień później pisze znowu tym razem prosi o… „uwzględnienie córki mej Janki w nieprzygotowaniu lekcyi francuskiego z powodu złego kupienia przeze mnie złej książki.”

Kura, pacierz i gotyckie litery

Tematy lekcji, a czasem wpisana jednym zdaniem ich treść pozwalają poznać szkolny program. Wiem np., że na biologii babcia uczyła się o kurze, ale też o świni czy psie, zaś nauka o zwierzętach powiązana była z uczeniem się na pamięć wierszy o nich. Na lekcjach kaligrafii poznawała np. gotyckie litery. Na religii uczyła się m.in. o poście i na pamięć spowiedzi powszechnej. Na języku polskim poznawała Treny Jana Kochanowskiego. Na geografii uczyła się co to szron, śnieg, grad i jak powstają. A na historii o polskich Piastach.

Wiadomości niezupełnie dostateczne

Zupełnie inaczej wyglądają dzienniczki z czasów późniejszych, gdy babcia podrosła, zaś szkoła Kurmanowej na skutek odzyskania przez Polskę niepodległości zmieniła nazwę z Zakładu Naukowego na Ośmioklasowe Gimnazjum Żeńskie. Nazwę i adres szkoły znam właśnie m.in. z dzienniczka, który tym razem pod nazwą „książeczka szkolna” został wydrukowany specjalnie dla potrzeb tej konkretnej szkoły. Dlatego wiem, że Gimnazjum Z. Kurmanowej mieściło się przy ulicy Brackiej 9. Wiem też z niego, że babcia przeszła wprawdzie z klasy VII do VIII, ale zrobiła postępy w nauce jedynie dostateczne, choć zachowywała się wzorowo. Mogło być jednak gorzej, czyli mogła nie zdać. Na półrocze bowiem, a wynika to z dzienniczka, miała niedostateczny z matematyki z trygonometrią, zaś w pewnym momencie w dzienniczku znalazła się uwaga dotycząca też innego przedmiotu: „uczennica pilna z jęz. polskiego, jednak wykazuje jeszcze wiadomości niezupełnie dostatecznie.” Pod każdą uwagą widnieje podpis mojej prababci Leokadii Karoliny z Przybytkowskich Adamskiej, która podpisywała się w dzienniczku tylko pierwszą literą drugiego imienia i nazwiskiem, czyli K. Adamska. Prababcia kwitowała każdą uwagę. Zapewne dlatego, że na samym początku dzienniczka, widniała prośba dyrektorki szkoły: „Prosimy Szanownych Rodziców i Opiekunów o odpowiedź piśmienną (w książeczce szkolnej) na każdą uwagę szkoły oraz o przesyłanie własnych spostrzeżeń tyczących się ilości czasu zużywanego przez uczennicę na odrabianie lekcyj. Możliwych przyczyn niedostatecznych lub słabych odpowiedzi, spóźniania się, opuszczania lekcyj i t.p.”

Lektury i rodzinne żarty

Z dzienniczka babci, jako ósmoklasistki wiem, jakie książki miała w lekturze. Były to m.in.: „Ludzie bezdomni” Stefana Żeromskiego, „Emancypantki” i „Faraon” Bolesława Prusa, „Zaklęty dwór” Walerego Łozińskiego, a także „Imaginu” Marii Konopnickiej oraz „Brühl” i „Starosta warszawski” Józefa Ignacego Kraszewskiego.

Dzienniczki babci budziły śmiech w rodzinie jeszcze zanim ja przyszłam na świat. Skąd to wiem? Na jednej ze stron ktoś, a po charakterze pisma wnioskuję, że chyba mój dziadek, dopisał uwagę: „Twierdzi, że mąż nie może bić żony, co jest sprzeczne z duchem rel. kat.”, a w rubryce, w której powinna być wpisana ocena z fizyki dopisał: „owszem, owszem”. Myślę, że łatwo było dziadkowi tak z babci żartować, bo jego szkolne dzienniczki zostały za naszą wschodnią granicą, przez którą dziadek uciekał w trakcie wojny polsko-bolszewickiej.

Rok szkolny w tercjach

Niemniej wesołe są dzienniczki ciotecznych młodszych braci babci, czyli synów rodzonej siostry jej matki – Heleny z Przybytkowskich Chodkowskiej. Na przykład Henio Chodkowski, który w roku szkolnym 1919/1920 był uczniem klasy I Koedukacyjnego Gimnazjum Filologicznego pod kierunkiem Wacława Antosiewicza w Tomaszowie Rawskim uczył się całkiem nieźle. Choć jak wynika z dzienniczka nie uczęszczał do tej szkoły od początku roku szkolnego, ale przybył dopiero od drugiej tercji. Tak! Tercji! Najwyraźniej w tej szkole rok szkolny tak właśnie się dzielił. Henio najlepszy był rzecz jasna z rysunków. Nic dziwnego. Jego ojciec Wacław Chodkowski był malarzem. To on podpisywał w dzienniczku wyniki postępów w nauce syna. Czynił to takim samym podpisem jaki zostawiał na malowanych przez siebie obrazach. Uczący się głównie na piątki i czwórki Henio bez problemu dostał promocję do klasy drugiej.

Obyczaje i porządek

Oceniając zachowanie Henia brano pod uwagę: obyczaje, obowiązkowość, porządek oraz liczbę opuszczonych godzin szkolnych. Co kryło się pod tymi terminami to dokładnie zostało w dzienniczku wyjaśnione. I tak na przykład „słowem obyczaje charakteryzuje się stosunek uczniów do starszych (przełożonych, nauczycieli) do kolegów oraz do szkoły, jako do korporacji, której godność należy szanować w jej murach i nazewnątrz, a także stosunek o całego otoczenia: do zwierząt, drzew, przedmiotów szkolnych i t.d..” W tym szkolnym dzienniczku odnotowano zresztą zasady promowania do następnej klasy, z których wynika, że poprawek nie ma, ale… może być coś w rodzaju egzaminu komisyjnego. Wakacje zaś „winny być użyte nie na naukę, lecz odpoczynek”.

Czego dowiedzą się wnuki?

Gdy ja byłam dzieckiem za dzienniczki często służyły zeszyty do słówek lub zwykłe szesnastokartkowe zeszyty. Nie było w nich tylu ciekawych rzeczy do poczytania, ale… zdarzały się perełki w postaci uwag wypisywanych przez nauczycieli. Gdy byłam w drugiej klasie liceum, mój przyjaciel jeszcze z podstawówki – Paweł Dunin-Wąsowicz, przyniósł do szkoły swój dzienniczek z piątej klasy. Była tam wpisana przez niego uwaga przeznaczona dla rodziców do podpisu. Brzmiała tak: „Małgosię Piekarską uderzyłem nożyczkami w twarz.”. Och jakże śmialiśmy się wszyscy z tego, co do dziś przy różnych okazjach wspominamy. Teraz, gdy w coraz większej liczbie szkół obowiązuje dziennik elektroniczny, a te ręcznie pisane odeszły do lamusa, często zastanawiam się, co będą wiedzieć o szkolnych sprawkach swoich dziadków i pradziadków wnuki i prawnuki dzisiejszych uczniów?

Udostępnij na:

Akt zgonu bezimiennego brata prapradziadka

Dawniej śmiertelność dzieci była bardzo duża. Moja prapraprababka Paulina z Kuramów, (albo Kuramerów, albo Korchamerów, bo i takie wersje tego nazwiska znalazłam w księgach metrykalnych) żona praprapradziadka Adama Przybytkowskiego rodziła wiele razy. Oto akt zgonu syna, który nawet nie otrzymał imienia, gdyż zmarł zaraz po narodzeniu. Działo się to w Saskiej Kępie 13 kwietnia 1855. A akt pochodzi z kościoła Matki Bożej Loretańskiej na Pradze.

 

Udostępnij na:

Moi rodzice

Jedno z niewielu wspólnych zdjęć moich rodziców. Zostało zrobione na przełomie lat 80-tych i 90-tych w domu na Saskiej Kępie i to chyba nawet przeze mnie. Teraz ten pokój to moja sypialnia. Wiszące na ścianie fotografie (rodzina mojej mamy – Stanisław Kurzyński i Katarzyna z domu Czochra) wiszą na niej do tej pory. Pierwszy obrazek z prawej to portret mojej babci (mamy mojej mamy) Konstancji z Kurzyńskich Stec wykonany został przez Wacława Chodkowskiego szwagra mojej prababci Leokadii Karoliny z Przybytkowskich Adamskiej ukochanej babci mojego ojca. To taki namacalny dowód na to jaki świat jest mały. Przecież rodzina Mamy jest z Zamojszczyzny. Rodzina Ojca jest z Warszawy. pict0778

Udostępnij na:

Od Kamionka aż po Kępę, czyli świat Przybytkowskich

Oto artykuł, który ukazał się w czerwcowym numerze “Mieszkańca” 11/2016.

mieszkaniec11

Gdy zna się dobrze historię swojej rodziny, a jej korzenie sięgają głęboko, i gdy ma się świadomość, że przodkowie mieszkali tu od prawie dwustu lat, zupełnie inaczej wędruje się prawobrzeżnymi uliczkami Warszawy.

29

Rodzina Przybytkowskich

Moi pradziadowie Adam i Paulina z Kuramów Przybytkowscy mieszkali w pierwszej połowie XIX wieku na Kamionku, na terenie dzisiejszej Fabryki Wedla i Teatru Powszechnego. Nazwisko Przybytkowscy być może pochodzi od wsi… Zbytki (dzisiejszy Wawer), koło której prawdopodobnie mieszkali przodkowie Adama Przybytkowskiego. Mieszkańcy Zbytków w XVIII i XIX wieku zajmowali się rolą, a także przewozem ludzi przez Wisłę. Podobnie Adam Przybytkowski i jego synowie. Z przekazów rodzinnych wiem, że Adam z Pauliną uprawiali ziemię, a korzystali z łąk i pastwisk wokół Jeziorka Kamionkowskiego oraz terenu obecnego Stadionu Narodowego.
Dochowali się dziewięciorga dzieci, w tym siedmiu synów. Wszystkie dzieci chrzcili w parafii pw Matki Bożej Loretańskiej na Pradze. Synowie to: Jakub Józef, Paweł Ludwik, Jan, Maryan, Michał Juliusz Wawrzyniec oraz Nikodem Tomasz i Władysław. Mieli także dwie córki Józefę i Annę.
Jeden z synów, ale nie wiem który, zajmował teren między Jeziorkiem Kamionkowskim a obecną Aleją Waszyngtona. Mieszkał w domu drewnianym zwanym domem „nad sadzawką” w miejscu, gdzie dziś znajduje się Park Skaryszewski. Drugi syn, również nie wiem który, pozostał w domu rodzinnym na Kamionku i użytkował teren za drogą, którą łączyła Kamionek z Saską Kępą i odpowiadała dzisiejszej Alei Zielenieckiej. Trzeci syn mieszkał na Grochowskiej w okolicach obecnej dziś ulicy Międzynarodowej, ale nawet nie wiem, czym się zajmował. Czwarty zmarł w młodości i tym zapewne był Jakub Józef. O piątym nie wiem nic. Najwięcej informacji mam o dwóch pozostałych synach, czyli Władysławie i jego starszym bracie Nikodemie Tomaszu.

karolka-w-lodce

Karolka w łódce.

Władysław Przybytkowski urodzony w roku 1850 był moim rodzonym prapradziadkiem. 23 lutego 1879 roku ożenił się z jedną z najbogatszych mieszkanek Saskiej Kępy Anną Klotyldą Neumann. Neumannowie, tak jak i skoligaceni z nimi Wolframowie, Szenkowie czy Jopsowie, byli ewangelikami. Stąd ślub małżonków Przybytkowskich w kościele ewangelicko-augsburgskim św. Trójcy w Warszawie. Zwyczaje były bowiem takie, że małżeństwa zawierano w parafii panny młodej. Małżeństwo zamieszkało na Saskiej Kępie w domu zwanym wtedy „na łąkach”, który dziś stoi przy ul. Walecznych 37 i nadal należy do rodziny. Ów dom jeszcze w latach 50. XX wieku miał na dachu litery WP, czyli inicjały Władysława Przybytkowskiego, aczkolwiek prym w domu wiodła jego żona Anna Klotylda.
Z rodzinnych przekazów wiem, że Władysławowi zdarzało się po kielichu przepływać wpław Jeziorko Kamionkowskie. Być może chciał w ten sposób dotrzeć do rodziców? Prababka podobno stawała wtedy na brzegu i wrzeszczała, że mąż ma natychmiast wracać, bo się potopi, a przecież mają mnóstwo dzieci. Anna rodziła jedenaście razy, ale dwójka dzieci zmarła w niemowlęctwie, więc wraz z mężem doczekała się dziewięciorga potomstwa. Czterech synów: Józefa Edmunda, Edmunda Aleksandra, Eugeniusza Ignacego i Kazimierza oraz pięciu córek: Anieli, Heleny, Otylii, Janiny oraz Leokadii Karoliny, która była moją prababcią.

48

pradziadek Antoleniek Adamski w łódce

Starszym bratem Władysława był Nikodem Tomasz Przybytkowski według metryk urodzony w 1843 roku. Jako niespełna dwudziestolatek wziął udział w Powstaniu Styczniowym. Do powstania zgłosił się zresztą z własnym koniem. W okolicach Białej Podlaskiej podczas potyczki Rosjanin odciął mu szablą dłoń. Ranny trafił do szpitala, gdzie opiekowała się nim młodziutka zakonnica o imieniu Eufemia. Nikodem Tomasz, wyrażając wdzięczność za opiekę, przyrzekł zakonnicy, że gdy się ożeni i będzie miał córkę, to da jej na imię Eufemia. W 1875 roku ożenił się z Florentyną Bednarską. Ślub odbył się w kościele św. Krzyża, czyli w parafii panny młodej. Florentynie nie przeszkadzało, że ukochany nie ma ręki. Była dumna z narzeczonego, a potem męża powstańca. W 1876 roku na świat przychodzi ich pierworodny syn Stanisław Zygmunt, cztery lata później córka, która zgodnie z obietnicą daną przez Nikodema Tomasza zakonnicy Eufemii, otrzymała na chrzcie świętym imiona Eufemia Konstancja.

Gdy w 1879 roku młodszy brat Nikodema Tomasza – Władysław żeni się z Anną Klotyldą z Neumanów, zmienia się także życie starszego z braci. Wg przekazów rodzinnych Neumannowie byli właścicielami ziemi na Saskiej Kępie ciągnącej się od Wisły wzdłuż Alei Poniatowskiego i Al. Waszyngtona aż do kanału w okolicach obecnej ulicy Międzynarodowej.

1077

Grób Władysława Przybytkowskiego

Gdy Anna z Neumannów Przybytkowska dowiedziała się, że brat męża ma małe dzieci, zaś w powstaniu styczniowym stracił dłoń, postanowiła pomóc szwagrowi. Podarowała mu spory plac przy Wiśle. To teren przy obecnej wieżycy Mostu Poniatowskiego u wylotu ulicy Jakubowskiej na Wał Miedzeszyński. Postawiony tam został drewniany dom. Nikodem Tomasz kupił łódź do przewozu mieszkańców Warszawy na Saską Kępę i z powrotem. Były to czasy, gdy Saska Kępa stanowiła miejsce majówek warszawiaków. Były tu karuzela i strzelnica, a także grała kapela i odbywały się zabawy. Nikodem Tomasz miał więc dużo chętnych do przewozu. A ponieważ z ust do ust przekazywano sobie wiadomość, że to powstaniec, dlatego w czasie przepraw przez rzekę polska młodzież i mężczyźni wyręczali Tomasza i sami wiosłowali. Przekazy rodzinne mówią, że podobno wieczorami na łódce wywieszano czasem polską chorągiew i śpiewano pieśni patriotyczne, ale podejrzewam, że to raczej rodzinna legenda. Woda przecież niesie śpiew. A carska ochrana była czujna.

1089

Grób Nikodema Przybytkowskiego.

Nikodem Tomasz, wraz z powiększoną do 7 osób rodziną, mieszkał nad Wisłą tylko do około 1900 roku. Brzeg Wisły musiał opuścić w związku z budową mostu Mikołajewskiego, czyli obecnie Poniatowskiego. Przeniósł się jednak niedaleko, gdyż do domu zakupionego na rogu ulicy Jakubowskiej i Estońskiej. Dom był piętrowy i murowany. Na piętrze było mieszkanie, a na parterze urządzono restaurację. Rodzina Tomasza i Florentyny z Bednarskich liczyła pięcioro dzieci: dwóch synów – Stanisława i Feliksa oraz trzy córki, oprócz Eufemii także Anielę i Wandę.

Nikodem Tomasz miał stamtąd blisko do rodzonego brata Władysława, który w jednym miejscu na Saskiej Kępie mieszkał aż do swojej śmierci w 1933 roku. Obaj bracia zostali po śmierci pochowani na cmentarzu Bródnowskim. Nikodem Tomasz w jednym grobie z żoną. Władysław z synem i jedną z córek. Jego żona Anna, która zmarła w latach 50. XX wieku, jako ewangeliczka spoczęła na cmentarzu ewangelicko-augsburskim. Na jej grobie widnieje napis „Obywatelka Saskiej Kępy”.

Ilekroć jestem nad Jeziorkiem Kamionkowskim zastanawiam się jak wyglądał teren po drugiej stronie, gdy nie było tam ani Wedla ani teatru. Gdzie dokładnie stał dom Adama i Pauliny? Wyobrażam też sobie stojącą na brzegu i pomstująca na prapradziadka praprababcię Annę. Z kolei ilekroć jestem nad brzegiem Wisły wyobrażam sobie bezrękiego Nikodema Tomasza i jego łódkę. A gdy chodzę uliczkami Saskiej Kępy czuję jak krok w krok za mną snują się ich cienie.

Źródło: Mieszkaniec nr 11/2016, czerwiec 2016

Udostępnij na:

Historia Rodzin cz. II

Pewnego dnia zadzwonił do mnie przemiły Pan, który powiedział, że nazywa się Bogusław Pełka i jest prawnukiem rodzonego brata mojego prapradziadka Władysława Przybytkowskiego. Umówiliśmy się na spacer po rodzinnych grobach na Bródnie. Pan podarował mi kopię napisanej przez siebie Historii Rodzin: Przybytkowskich, Grzebalskich, Zielińskich i Pełków. Wszystko to zostało napisane ręcznie. Ja to przepisałam i do tej części, na temat której posiadam wiedzę, dorobiłam swoje przypisy.

Oto część Druga

HISTORIA RODZIN:
PRZYBYTKOWSKICH, GRZEBALSKICH, ZIELIŃSKICH, PEŁKÓW
WYKONAŁ:
Bogusław Pełka
Warszawa 2015

Pradziadek Leona Grzebalskiego nazywał się Sanguszko i miał tytuł księcia. Brał udział przy boku Napoleona w wojnie z Rosją w 1812r. Wycofali się do Francji i gdy wrócił do Warszawy to pod nazwiskiem Grzebalski. Ożenił się z hrabianką Zamoyską i zamieszkali między ul. Jagiellońską a Targową w okolicach obecnego wiaduktu kolejowego. Młodzi zamieszkali mając 6 pokojowe mieszkanie.
Młoda pani Grzebalska z domu Zamoyska zaraz młodo zmarła ? a prapradziadek ożenił się po raz drugi a żonę znalazł w Żyrardowie i tam zamieszkał.
Moja mama Jadwiga Pełka z domu Grzebalska jak skończyła seminarium nauczycielskie im. Zofii Wołowskiej na ul. Piusa XI obecnie Piękna (sklep z kryształami) w roku 1935 mając 21 lat pojechała ze starszym bratem Edmundem (1903) do siedziby Sanguszków do Tarnowa lub Lubartowa ew. na Podole. Moja mama mówiła nam gdzie, ale jako dzieci to się zapomniało a jak byliśmy starsi to mieszkaliśmy w innych miejscach a w domu tylko odwiedziny. Będąc u Sanguszków zostali przyjęci i ugoszczeni, pokazano im (Jadwidze i Edmundowi) obrazy przodków wśród nich portrety pradziadków. Przebywali tam kilka dni spisując jakieś powiązania rodzinne podobno też były pisma, które przetrzymywano na ulicy Rejtana, ale w 1944 r. spalił je Hitler.

Rodzicami Leona Grzebalskiego byli
GRZEGORZ I DOMICELLA GRZEBALSCY
Grzegorz pracował u Haberbuschów właścicieli browaru na Krochmalnej jako Majordomus. Żona pana Haberbuscha będąc na pielgrzymce w Rzymie zakupiła różne pamiątki m. innymi dwa obrazy, które przekazała jako prezent dla rodziny Grzegorza Grzebalskiego. Syn Grzegorza – Leon Grzebalski jako jedynak otrzymał w spadku po rodzicach te dwa obrazy, aby w późniejszych latach przekazać je swym córkom.
Eugenia otrzymała obraz p.t. Święta Rodzina – zaginął podczas powstania warszawskiego jak przenieśli się do Urli i tam zostawili go na ścianie z myślą, że tam wrócą a przenieśli się dalej na wieś do miejscowości Pełkowizna w parafii Dobre nad rzeką Osownica do swojej siostry Jadwigi, która tam wyszła za mąż za Zygmunta Pełkę – młynarza w Pełkowiźnie (obecnie wieś przyłączona do wsi Wólka Kobylańska).
Jadwiga dostała obraz „trójca święta” i zachował się do nią dzisiejszego w Pełkowiźnie. Grzegorz Grzebalski z Domicellą brali ślub w kościele Narodzenia NMP w roku 1880 około.
Kościół na Lesznie obecnie Al. Solidarności – ten przesuwany. Babcia-pra Domicella pochodziła z Żyrardowa i tam przez jakiś czas miała sklep t.z.w „bławatny”. Na starość mieszkała u swojego siostrzeńca Karolaka na ul. Litewskiej i Al. Szucha. Po śmierci pochowana na Cm. Bródzieńskim, ale brak adresu – przez zaniedbanie.
Syn Grzegorza i Domicelli Grzebalskich
LEON ANDRZEJ GRZEBALSKI wziął ślub
z EUFEMIĄ z PRZYBYTKOWSKICH
w kościele św. Floriana na Pradze w roku 1902. (Wg dokumentów ślub wzięli w Kościele MB Loretańskiej na Pradze. Domicella była z domu Skoczkowska – przyp. MKP) Mieli troje dzieci: Edmunda, Eugenię i Jadwigę. Dziadek Leon pracował w firmie Henryka Zielezińskiego „Fabryka Konstrukcji żelaznych”, która wsławiła się wykonaniem artystycznego ogrodzenia okalającego pomnik Adama Mickiewicza przy Krakowskim Przedmieściu, biorąc osobiście udział pracując przy wykonaniu ogrodzenia. Współpracował też z firmą Łopieńskich dla której wykonywał zlecenia jako cyzeler (cyzelowanie – wygładzanie artystycznych wyrobów z metali kolorowych). Był też pracownikiem na konnych tramwajach jako kontroler biletów.
W okresie Powstania Warszawskiego wywieziony przez Niemców do obozu w Gusen i Mathausen koło Linzu w Austrii. Tam tez przebywał syn Leona z II małżeństwa Jerzy a młodszy Jan był na terenie Czech oraz w Pełkowiźnie. Po powrocie z obozu Leon zamieszkał na ulicy Smulikowskiego na Powiślu i pracował z zakładach „Perun” na ul. Grochowskiej i tam będąc w pracy zmarł nagle 10.V.1949 r.
Ja Bogusław Pełka widziałem dziadka dwa razy. Pierwszy raz jak wrócił z obozu to odwiedził nas w Pełkowiźnie, a drugi raz gdy byłem jako trzyletni z moją mamą Jadwigą po raz pierwszy w Warszawie w 1946 r. Był gruby i miał krótkie włosy, 0,5 cm. Zapamiętałem drogę jaką szliśmy od obecnego ronda de Gaulle’a – Nowym Światem i Tamką. Nowy Świat był zawalony gruzami ze zburzonych kamienic i wywozili ten gruz furmani wozami konnymi.
Babcia Eufemia Grzebalska z domu Przybytkowska pracowała w Firmie Herzego przy wykonywaniu kapeluszy. Zachorowała na raka i gdy była już leżąca zamieszkała na ul. Jakubowskiej u swojej matki Florentyny z Bednarskich Przybytkowskiej i brata Stanisława oraz młodszej siostry Anieli. Mieszkała tam też 5 letnia Jadwiga w przyszłości moja mama.
Jak babcia Eufemia zmarła 10 VIII 1919 r. to mała Jadzia poszła na schodki, które prowadzą z ulicy jakubowskiej do Al. Poniatowskiego i czekała aż przyszła z Warszawy jej starsza siostra Eugenia, aby powiedzieć, że umarła ich mama.
Przejeżdżając obok tych schodków wracam myślą do tego dnia, że tu stała moja mama jako mała dziewczynka, które nie zdawała sobie sprawy, że jej życie zmieni się negatywnie po śmierci matki.

Syn Eufemii i Leona Grzebalskich Edmund po śmierci matki, gdy ojciec Leon ożenił się po raz drugi z Heleną z Michalskich, z którą miał dwóch synów Jerzego i Jana, to Edmund wyniósł się z domu na Rejtana i zamieszkał u Karolaków – brat cioteczny. Tam też zamieszkała babcia Grzebalska Domicella i mieszkali na ulicy Litewskiej a następnie Al. Szucha przy Pl. Unii Lubelskiej.

c.d.n.

Udostępnij na:

Historia Rodzin cz. I

Pewnego dnia zadzwonił do mnie przemiły Pan, który powiedział, że nazywa się Bogusław Pełka i jest prawnukiem rodzonego brata mojego prapradziadka Władysława Przybytkowskiego. Umówiliśmy się na spacer po rodzinnych grobach na Bródnie. Pan podarował mi kopię napisanej przez siebie Historii Rodzin: Przybytkowskich, Grzebalskich, Zielińskich i Pełków. Wszystko to zostało napisane ręcznie. Ja to przepisałam i do tej części, na temat której posiadam wiedzę, dorobiłam swoje przypisy.

Oto część Pierwsza.

HISTORIA RODZIN:
PRZYBYTKOWSKICH, GRZEBALSKICH, ZIELIŃSKICH, PEŁKÓW
WYKONAŁ:
Bogusław Pełka
Warszawa 2015

Adam i Paulina z Kuremów (Kuramów – przyp. MKP)

Małżeństwo to mieszkało w XIX wieku na Kamionku obecnie teren fabryki Wedel i teatru Powszechnego. Uprawiali ziemię i korzystali z łąk i pastwisk wokół jeziorka kamionkowskiego i terenu obecnego Stadionu Narodowego.
Tereny te od 1780 roku należały do króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który je odkupił od Kapituły Płockiej.
Adam i Paulina Przybytkowscy dochowali się 6 synów. Wymieniam w kolejności przypadkowej:

1 syn – Władysław Przybytkowski (mój prapradziadek – przyp. MKP) ur. 1850 r., ożeniony w 1879 roku z Anną Klementyną z Neumannów zamieszkał na Saskiej Kępie „dom w łąkach” – drewniany dom stojący do dzisiaj Walecznych 37 i jest aktualnie w posiadaniu rodziny Przybytkowskich (Teraz w posiadaniu rodziny Szenków, też związanych z Przybytkowskimi – przyp. MKP). Wg przekazów rodzinnych rodzina Anny z Neumannów była właścicielami ziemi na Saskiej Kępie ciągnącej się od Wisły wzdłuż Alei poniatowskiego i Al. Waszyngtona do kanału w okolicach obecnej ulicy Międzynarodowej.
Władysław i Anna mieli ośmioro dzieci (jedenaścioro – przyp. MKP).
Anna pochodziła z rodziny holenderskiej i była ewangeliczką. Ślub w kościele ewangelickim. Pochowani: ona na Młynarskiej, on na Bródnie.

2 syn – Przybytkowski zajmował teren między jeziorkiem Kamionkowskim a Aleją Waszyngtona i mieszkał w domu drewnianym „nad sadzawką”, obecnie na tym terenie znajduje się park Skaryszewski a najnowsza nazwa Ignacego Paderewskiego.

3 syn – Przybytkowski pozostał w domu rodzinnym na Kamionku i użytkował teren za drogą, którą łączyła Kamionek z Saską Kępą obecnie Aleja Zieleniecka aż do Wisły, obecnie tereny Stadionu Narodowego.
Możliwe, że pozostali bracia też użytkowali ten obszar łąk i pastwisk.
Były to lata 2 połowy XIX wieku i początki XX wieku.

Będąc w Warszawie u siostry mojej mamy cioci Eugenii Zielińskiej w latach 1949-50, zostałem zaprowadzony w ramach spaceru nad Wisłę między mostem Poniatowskiego a kolejowym, obecnie jezdnia Wybrzeża Szczecińskiego.  Akurat naprzeciwko głównego wejścia na Stadion.
stał tam domek drewniany, rudera, ale z balkonem. Stadionu X-lecia jeszcze nie było, bo powstał w 1955 r. tam w latach 1928-1930? mieszkała ciocia Eugenia Zielińska z wujkiem Marianem oraz mała Marysia i chyba Janek.
trudne warunki mieszkania – wodę trzeba było nosić wiadrami z Wisły i zimno, przenieśli się do kobyłki koło Wołomina.
Jak mieszkałem u cioci Zielińskiej w latach 1957-1960 mając lat 14-17 dowiedziałem się, że ten domek nad Wisłą był własnością kogoś z rodziny Przybytkowskich.
W roku 1950 teren od Wisły do Alei Zielenickiej był bardzo pofałdowany, prawdopodobnie od wywiezionego gruzu i ruin z Warszawy i był porośnięty zielskiem.

4 syn – Przybytkowski mieszkał na ul. Grochowskiej w okolicach obecnej ul. Międzynarodowej. Czym się zajmował – brak wiadomości.

5 syn – Przybytkowski zmarł w młodości.

6 syn – Tomasz Przybytkowski ur. 1844 roku nasz pradziadek (pradziadek autora, Bogusława Pełki. Pierwsze imię Nikodem Tomasz wg. metryk ur. 1843 – przyp. MKP) brał udział w postaniu styczniowym 1863 r. na własnym koniu w okolicach Białej Podlaskiej – Rosjanin odciął mu szablą rękę. Będąc w szpitalu opiekowała się 19 letnim młodzieńcem, jedna z sióstr zakonnych o imieniu Eufemia. Tomasz wyrażając wdzięczność za opiekę, powiedział zakonnicy, że jak się ożeni i będzie miał córkę to da dziecku na imię Eufemia. Słowa dotrzymał i Eufemia, która została żoną Leona Grzebalskiego to moja babcia, która zmarła w 1919 roku mając 39 lat.
Mój pradziadek Tomasz Przybytkowski ożenił się około 1875 roku z Florentyną z Bednarskich. Ślub odbył się w kościele M.B. Loretańskiej przy ulicy Ratuszowej obok ZOO. (wg. Dokumentów ślub odbył się w kościele św. Krzyża w 1875 roku. jest to możliwe, gdyż był i do dziś jest zwyczaj, że ślub bierze się w parafii panny młodej – przyp. MKP)
Jego żona a moja prababcia była dumna, że ma narzeczonego Powstańca i nic nie przeszkadzało, że brak ręki.
Na znak żałoby po stłumionym Powstaniu ubierała się na czarno, ale kolor czarny nie podobał się rosyjskim zaborcom i zakazali takich ubiorów i Polki nosiły tylko jakieś elementy czarne przyczepiane do sukni lub kapelusza: kokardki, kwiatki itp.
W roku 1879 ożenił się młodszy brat Władysław z Anną Neumann na Saskiej Kępie i bratowa Anna wiedząc, że męża brat Tomasz ma małe dzieci będąc bez ręki postanowiła Tomaszowi udzielić pomocy dając mu plac przy Wiśle obecnie teren przy wieżycy Mostu Poniatowskiego u wylotu ulicy jakubowskiej/wał Miedzeszyński.
Tam postawiony został drewniany dom i kupiono łódź do przewozu mieszkańców warszawy na Saską Kępę i z powrotem. Na Saskiej Kępie była karuzela, strzelnica, grała kapela, można było tańczyć itp. Pradziadek Tomasz miał dużo chętnych do przewozu, bo to był powstaniec i należał się szacunek. Młodzież i mężczyźni wyręczali Tomasza – sami wiosłując czy tez odpychając drągiem w zależności od głębokości.
Wieczorami gdy płynęli pradziadek wyjmował ze skrytki polską chorągiew a obecni na łodzi śpiewali pieśni patriotyczne.
Tomasz z powiększoną do 5 osób rodziną mieszkał nad Wisłą do koło 1900 roku i w związku z budową mostu Mikołajewskiego, obecnie Poniatowskiego, trzeba było opuścić brzeg Wisły i przenieśli się do zakupionego domu tez na ulicy jakubowskiej róg obecnej Estońskiej. To dla naszej rodziny historyczne schodki. Łączyły niżej położoną ulicę jakubowską z Al. Poniatowskiego. Chodzili po nich: pradziadkowie, dziadkowie, nasi rodzice i.t.d. Dom na Jakubowskiej był piętrowy i murowany. Na piętrze było mieszkanie a parter urządzono na restaurację.
Tam mieszkała rodzina Tomasza i Florentyny, dwaj synowie Stanisław i Feliks oraz córka Aniela, która zmarła w 1930 r., mając 36 lat – panna. Córka Wanda wyszła za Fijałkowskiego Aleksandra i mieszkali na Solcu. Fijałkowski A. był kucharzem u kardynała Aleksandra Kakowskiego. Eufemia wyszła za Leona Grzebalskiego i mieszkali na ul. Rejtana 17 – Mokotów.

(wg moich informacji pozostałe dzieci Adama i Pauliny z Kuramów to: Józef Jan – prawdopodobnie to on zmarł dziecięciem w 1855 roku, Paweł Ludwik, Jan oraz Maryan, a poza tym były dwie córki: Józefa i Anna Józefa – przyp. MKP)

c.d.n.

mapa saska kepa

Mapa Saskiej Kępy, Kamionka i okolic

 

Udostępnij na:

Wędrówka po Cmentarzu Bródnowskim cz. 6

Cmentarz Bródnowski to jeden z największych cmentarzy w Europie. Tu spoczywają moi przodkowie, powinowaci i krewni ze strony prapradziadka Władysława Przybytkowskiego, a także on sam. Na wędrówkę po cmentarzu wybrałam się z prawnukiem brata mojego prapradziadka Tomasza Przybytkowskiego – Bogusławem Pełką.

Oto szósty z grobów z Cmentarza Bródnowskiego.

1109

Helena i Feliks Przybytkowscy

1112

Piotr Koss

1110 1111 1113

W grobie spoczywają:

  • Feliks Przybytkowski – syn Tomasza Przybytkowskiego
  • Helena Przybytkowska – żona Tomasza Przybytkowskiego
  • Paweł Koss (prawdopodobnie brat Heleny)
  • Piotr Koss (prawdopodobnie brat Heleny)

Adres grobu: (55 B V 7)

Udostępnij na: